„Małe” ultimatum Iranu mija dzisiaj?

W obliczu gwałtownej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie pojawiły się doniesienia o możliwych atakach na uczelnie wyższe. Irański Korpus Strażników Rewolucji (IRGC) ostrzegł, że uniwersytety powiązane z USA i Izraelem w regionie mogą stać się „legalnymi celami” w odpowiedzi na wcześniejsze uderzenia, które – według Teheranu – dotknęły także instytucje akademickie w Iranie.

W niektórych przekazach pojawia się również informacja o warunkowym ultimatum wobec Waszyngtonu, uzależniającym odstąpienie od ataków od oficjalnego potępienia tych działań. Na obecnym etapie są to jednak przede wszystkim groźby i element presji polityczno-wojskowej, a nie potwierdzone działania. Oznacza to, że choć ryzyko uderzeń na uczelnie w regionie realnie wzrosło, nie ma pewności, że Iran faktycznie przeprowadzi takie ataki – wiele zależy od dalszego rozwoju konfliktu i reakcji USA oraz Izraela.

Źródła:

https://timesofoman.com/article/169996-iran-war-irgc-says-us-campuses-in-middle-east-at-risk?

https://www.theweek.in/news/middle-east/2026/03/29/iran-threatens-to-target-us-israeli-universities-urges-students-and-faculty-to-stay-away.amp.html?

https://www.wsj.com/livecoverage/iran-war-news-updates/card/israeli-military-says-it-struck-military-sites-at-tehran-university-bL3lZaUzsyDAn4edfumM?

Pękła żelazna kopuła Izraela – Iran kontratakuje

W nocy z 21 na 22 marca 2026 roku Iran przeprowadził serię ataków rakietowych na terytorium Izraela, które objęły południowe miasta Arad i Dimona, położone w pobliżu izraelskich instalacji nuklearnych. Ostrzały spowodowały dziesiątki obrażeń wśród ludności cywilnej, w tym dzieci, a w regionie zgłoszono około 200 rannych, z których wiele osób odniosło poważne obrażenia. Systemy obrony powietrznej Izraela nie przechwyciły wszystkich pocisków, jednak Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej oraz izraelskie źródła potwierdziły, że ośrodek nuklearny w Dimonie nie doznał żadnych uszkodzeń i nie wykryto żadnego zagrożenia radiacyjnego. Ataki te są częścią trwającego konfliktu między Iranem a Izraelem oraz ich sojusznikami, który eskalował po wzajemnych uderzeniach w instalacje wojskowe i nuklearne od lutego 2026 roku.

Analizując najnowsze wydarzenia, trudno oprzeć się wrażeniu, że dotychczasowe ataki Iranu na Izrael miały nie tyle za zadanie zniszczyć konkretne cele, co przetestować i przeciążyć system obrony powietrznej kraju. Wcześniejsze uderzenia, prowadzone w dużej mierze przy użyciu pocisków balistycznych i dronów, były stosunkowo łatwo przechwytywane przez izraelską „Żelazną Kopułę”. Jednak ich prawdziwym celem mogło być wystrzelenie się ze wszystkich rakiet, zmuszenie obrony do maksymalnego wysiłku i odsłonięcie słabych punktów.

Efekt jest już widoczny. Izrael, jeśli jeszcze nie w pełni, to w dużej mierze stał się równie narażony na naloty, jak wcześniej był Iran. Choć wciąż można używać myśliwców do zestrzeliwania dronów i pocisków balistycznych, to skuteczność tej formy obrony jest wielokrotnie niższa niż systemów naziemnych. W praktyce dalsza obrona Izraela staje się bardzo trudna, jeśli nie wręcz niemożliwa w dotychczasowej formie.

Ten atak odsłonił nie tylko ograniczenia technologiczne „Żelaznej Kopuły”, ale również mit jej niezawodności. Okazuje się, że teoria, według której system ten miał być absolutnie skuteczny, nie wytrzymuje próby przy zmasowanej salwie pocisków. Rakiet po prostu może zabraknąć, a tym samym struktura obronna, która do tej pory wydawała się niezawodna, nagle staje się bezbronna.

W tym samym czasie pękł też inny mit – narracja Benjamina Netanjahu i Donalda Trumpa, według której Iran został pokonany i niezdolny do dalszej walki. Rzeczywistość pokazuje, że Iran wciąż dysponuje zdolnością ofensywną, a jego potencjał do kontrataków jest realny i skuteczny. Nie bez znaczenia jest również fakt, że system cenzury wojskowej w Izraelu, który przez lata ograniczał informacje o skutkach ataków, nie jest już w stanie ukryć obecnych strat. Ataki stały się tak duże i ewidentne, że nie da się ich po prostu zamieść pod dywan.

Cała sytuacja – odwołując się do filmowej analogii – przypomina sceny znane z filmu Black Hawk Down, gdzie po pozornie udanym ataku nagle dochodzi do kontruderzenia przeciwnika, a inicjatywa wojskowa zostaje utracona. W przypadku Izraela można powiedzieć, że ta utrata inicjatywy stała się faktem. Dotychczasowa przewaga technologiczna i systemowa nie gwarantuje już bezpieczeństwa, a dalsze manewry obronne mogą okazać się coraz trudniejsze do realizacji.

Wnioski są jednoznaczne. Eskalacja ataków Iranu obnażyła nie tylko techniczne ograniczenia izraelskiej obrony powietrznej, ale również polityczne iluzje o całkowitej przewadze nad przeciwnikiem. To moment, w którym teoria i praktyka zderzają się z brutalną rzeczywistością wojny, a kalkulacje polityczne i militarne muszą zostać zrewidowane.

Na zakończenie przychodzi przywołać słowa amerykańskiego generała “We’ve lost the initiative.”, które powinny brzmieć jako memento.

Źródło:

https://www.haaretz.com/israel-news/israel-security/2026-03-21/ty-article/.premium/iranian-barrage-wounds-27-in-southern-israels-dimona-including-12-year-old-boy/0000019d-11b7-d82a-addd-51f702f40000?utm_source=chatgpt.com

https://www.haaretz.com/israel-news/israel-security/2026-03-22/ty-article-live/.premium/trump-gives-iran-48-hour-ultimatum-to-reopen-strait-of-hormuz/0000019d-13d9-de86-abff-93d9dc510000

Irańskie ostrzeżenie dla Ukrainy i UE

21 marca 2026 roku doszło do poważnego incydentu o znaczeniu międzynarodowym — Iran wystrzelił dwie rakiety dalekiego zasięgu w kierunku wspólnej bazy wojskowej USA i Wielkiej Brytanii na Diego Garcia.

Szacuje się, że tego typu rakiety mogą osiągać zasięg nawet około 3000–4000 km oraz przenosić głowice bojowe o masie rzędu 500–1000 kg (czyli do ok. 1 tony materiału wybuchowego). Choć żadna z rakiet nie trafiła w cel — jedna została przechwycona, a druga uległa awarii — samo wydarzenie stanowi wyraźny sygnał eskalacji napięć oraz demonstrację rosnących zdolności militarnych Iranu. To pierwszy przypadek użycia przez ten kraj rakiet o tak dużym zasięgu w tym kontekście, co może mieć istotne konsekwencje dla bezpieczeństwa globalnego i dalszego rozwoju sytuacji geopolitycznej.

Jak się wydaje, sam fakt posiadania przez Iran rakiet o takim zasięgu i sile rażenia nie był całkowitym zaskoczeniem dla Stanów Zjednoczonych ani Izraela, które od lat monitorują rozwój irańskiego programu rakietowego. Zaskoczeniem mógł być raczej wybór celu oraz demonstracyjne użycie tych zdolności. Warto przy tym zauważyć, że wbrew intuicji, większy dystans lotu rakiety oznacza więcej czasu na jej wykrycie i przechwycenie — krótsze dystanse są pod tym względem bardziej wymagające operacyjnie. Rakiety balistyczne tego typu osiągają bardzo wysokie prędkości, rzędu około 3–5 km na sekundę (czyli nawet ponad 10 000–18 000 km/h), co sprawia, że czas reakcji systemów obrony powietrznej liczony jest w minutach. Jako osoba spoza środowiska wojskowego traktuję jednak te uwagi jako przypuszczenia i będę wdzięczny za ewentualne korekty ze strony specjalistów.

Jak już wcześniej wspomniałem, sam atak nie powiódł się. Można więc dojść do wniosku, że odsłonił on raczej ograniczenia irańskich rakiet niż ich realną skuteczność bojową. A jednak taka interpretacja byłaby zbyt powierzchowna. W mojej ocenie incydent ten można — a być może nawet należy — odczytywać symbolicznie, jako formę ostrzeżenia. Kluczowe nie jest bowiem to, czy rakiety trafiły w cel, lecz to, jaki zasięg były w stanie osiągnąć. Mówimy tu o dystansie rzędu około 4000 kilometrów. Aby zrozumieć, do kogo w istocie mogła być skierowana ta demonstracja i jakie niesie ona znaczenie, wystarczy spojrzeć na mapę i uświadomić sobie, jakie obszary znajdują się w zasięgu tego typu systemów.

Przybliżone odległości w linii prostej (tzw. „as the crow flies”) od Teheran do wybranych miast Europy:

  • Kijów → ok. 2 400 km
  • Warszawa → ok. 2 800 km
  • Berlin → ok. 3 200 km
  • Londyn → ok. 4 400 km
  • Paryż → ok. 4 200 km
  • Madryt → ok. 5 200 km

Wydaje mi się zatem, że w pierwszym rzędzie ta wiadomość była zaadresowana do Kijowa, który realnie włączył się w konflikt i wspiera zarówno Izrael, jak i Stany Zjednoczone. Jednak potencjalny odbiorca tego sygnału nie ogranicza się wyłącznie do Ukrainy — to również ostrzeżenie dla innych państw, które mogłyby rozważać włączenie się w konflikt lub udzielenie wsparcia stronie zaangażowanej militarnie.

Źródło zdjęcia: Poland news War in Ukraine: https://x.com/Propeertys/status/2035454649709281483

Trump – wygrał bitwę, przegrał wojnę

Chyba nie tylko studenci historii słyszeli łacińską sentencję historia magistra vitae est — historia jest nauczycielką życia. Jednak doświadczenie życiowe pokazuje, że historia nie uczy, że ludzie rzadko wyciągają z niej wnioski. Niezależnie jednak od tego chciałbym, odnosząc się do wojny w Iranie, odwołać się właśnie do historii świata antycznego.

Robienie takich ahistorycznych analogii zawsze obarczone jest ryzykiem błędu. Niemniej jednak dostrzegam pewne podobieństwa między sytuacją, w jakiej znalazł się Oktawian August, a sytuacją Donalda Trumpa.

Oktawian August planował podbić Germanię. Wysłał tam znaczny korpus ekspedycyjny — jeśli pamięć mnie nie myli, w postaci trzech legionów. Dowodził nimi Kwintyliusz Warus. Niestety w 9 roku naszej ery wojska rzymskie poniosły sromotną klęskę. Zostały wciągnięte w zasadzkę w Lesie Teutoburskim i niemal doszczętnie wybite.

Był to ogromny szok dla dotąd niemal zawsze zwycięskiej armii rzymskiej. Klęska była tym bardziej dotkliwa, że Rzymianie utracili tzw. orły legionowe, czyli symbole legionów, których utrata była wielkim dyshonorem.

Kiedy cesarz otrząsnął się po klęsce, podjęto działania odwetowe. Kluczową rolę odegrali Tyberiusz oraz Germanik. Ten drugi przeprowadził w latach 14–16 n.e. kilka wypraw w głąb Germanii, staczając szereg potyczek i odnosząc pewne sukcesy, w tym odzyskując część utraconych orłów legionowych.

Mimo to Rzymianie nie zdecydowali się na trwałe zajęcie tych terenów. Utrzymano linię Renu jako granicę imperium, a marzenie o podboju Germanii zostało porzucone.

Działania Germanika miały więc w dużej mierze charakter symboliczny: nie podbił Germanii, ale odzyskał orły legionowe – symbole zwycięskiego Rzymu! W ten sposób przywróciły prestiż Rzymu i pozwoliły „zamknąć” traumę po klęsce Warusa, ale w rzeczywistości nie doprowadziły do strategicznego zwycięstwa.

W tej chwili dla Trumpa nie jest najważniejsze, czy odniesie realne zwycięstwo w konflikcie z Iranem. Można przypuszczać, że chodzi raczej o wyjście z tej sytuacji z twarzą — o osiągnięcie zwycięstwa w sensie symbolicznym – „ o odzyskanie orłów legionowych”.

Nawet jeśli doszłoby do jakiegoś większego uderzenia, w tym lądowego, mogłoby ono mieć przede wszystkim znaczenie demonstracyjne, służące stworzeniu wrażenia rozstrzygnięcia konfliktu.

Podsumowując, można by sparafrazować myśl Tacyta o Tyberiuszu – że tak jak Tybieriusz w bitwach był chwiejny, a w wojnie niezwyciężony, tak Donald Trump w bitwie był zwycięski, lecz w wojnie zwyciężony. A w każdym razie tak to na razie wygląda.

USA przegrywa w wojnie symbolicznej?

Trwająca już piąty rok wojna na Ukrainie oraz codzienne relacje z frontu wyedukowały już chyba niemal każdego. Stąd można założyć, że większość z nas rozumie, iż wojna toczy się nie tylko w przestrzeni militarnej, gdzie mówimy wprost o starciu sprzętu i ludzi, lecz także w przestrzeni komunikacyjnej i propagandowej, w której mamy do czynienia z wojną symboli. Z taką właśnie wojną symboli mamy również do czynienia w odniesieniu do konfliktu w Iranie. Należy przy tym zauważyć, że po brawurowym, symbolicznym zwycięstwie w Wenezueli administracja Trumpa zdaje się ponosić kolejne symboliczne porażki w kontekście wojny w Iranie. Zacznijmy jednak od faktów.

Myśliwiec F-35A Lightning II Sił Powietrznych USA został trafiony ogniem z ziemi podczas misji nad Iranem 19 marca i zmuszony do awaryjnego lądowania w amerykańskiej bazie. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej opublikował nagranie, które ma rzekomo przedstawiać moment trafienia maszyny przez irański system obrony powietrznej wykorzystujący pasywne czujniki podczerwieni. Technologia ta, działająca poprzez wykrywanie źródeł ciepła, stanowi alternatywę dla radarów i była wcześniej stosowana m.in. w Jemenie. Zdarzenie jest obecnie przedmiotem dochodzenia prowadzonego przez United States Central Command.

W internecie trwa dyskusja na temat tego, czy amerykański myśliwiec został jedynie uszkodzony, czy też faktycznie zestrzelony. Niezależnie od tego, jak jest w rzeczywistości – o czym zapewne wkrótce się dowiemy – nie ulega wątpliwości, że myśliwiec F-35A Lightning II uchodził za symbol nowoczesności. Miał być najlepszy na świecie, niewykrywalny, a tym samym niezestrzeliwalny. Tymczasem okazuje się, że rzekomo pokonana armia Iranu – która, jak zapewniał Donald Trump, miała już utracić swoją obronę przeciwlotniczą – była w stanie namierzyć i trafić ten samolot, wykorzystując technologię inną niż klasyczne systemy radarowe.

Nawet jeśli maszynę uda się naprawić, sam fakt jej namierzenia i trafienia ma znaczenie symboliczne. Okazuje się bowiem, że nie jest ona tak doskonała, jak wcześniej zapewniano. Pomijając przy tym kontrowersje wokół wypowiedzi prezydenta Trumpa dotyczących rzeczywistego stanu wojny w Iranie, warto zauważyć, że nie jest to jedyny symbol, który uległ osłabieniu.

Wcześniej uszkodzony został inny symbol amerykańskiej potęgi militarnej – lotniskowiec. Konflikt ujawnił także ograniczenia systemów obrony przeciwlotniczej oraz podważył przekonanie o pełnej skuteczności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa wobec sojuszników. W tym sensie można mówić o naruszeniu symbolicznej pozycji Stanów Zjednoczonych.

Innymi słowy, w sferze symbolicznej administracja Trumpa zdaje się ponosić straty. Ostateczny bilans pozostaje jednak otwarty – jak mawiał Sherlock Holmes, „piłka jest w grze” (“The game is afoot”).

Skala porażki będzie tym większa, im bardziej kolejne symbole amerykańskiej siły będą podważane. Na razie mowa o uszkodzeniach sprzętu i ograniczeniach systemów obronnych, lecz sytuacja uległaby znacznemu pogorszeniu w przypadku utraty myśliwca lub zatopienia lotniskowca.

Źródła:

https://timesofindia.indiatimes.com/world/us/us-f-35-struck-by-iranian-fire-jet-makes-emergency-landing-probe-under-way/articleshow/129683503.cms

Wojna w Iranie się przedłuży?

Jak podaje Reuters, Pentagon przygotował wniosek o ponad 200 mld dolarów związany z działaniami militarnymi wobec Iranu. Wniosek ten został skierowany do Białego Domu, czyli administracji prezydenta Donalda Trumpa, jako etap poprzedzający ewentualne przedstawienie go Kongresowi.

Może to wskazywać na istotne uszczuplenie zapasów amunicji i uzbrojenia armii USA oraz konieczność ich szybkiego uzupełnienia, co wiąże się również z potrzebą rozbudowy zdolności produkcyjnych przemysłu zbrojeniowego i poniesienia znacznych nakładów finansowych.

Jednocześnie wnioskowana kwota sugeruje, że planowanie nie ogranicza się wyłącznie do bieżących potrzeb, lecz obejmuje także przygotowanie na scenariusz przedłużającego się konfliktu oraz szersze wzmocnienie potencjału militarnego w perspektywie strategicznej.

Źródło: https://www.reuters.com/world/us/pentagon-seeks-more-than-200-billion-budget-request-iran-war-washington-post-2026-03-18/

Naomi Klein o roli wroga w polityce

Na marginesie uwag o partii PiS

Przytaczam fragment z książki „Doktryna szoku” (2007), w której Naomi Klein następująco pisze o partii PiS: „Kiedy „Solidarność” zdradziła robotników, którzy stworzyli ten ruch, wielu Polaków zwróciło się w stronę nowych organizacji, ostatecznie dopuszczając do władzy ultrakonserwatywne ugrupowanie Prawo i Sprawiedliwość. Polską rządzi obecnie prezydent Lech Kaczyński, rozczarowany działacz „Solidarności”, który – gdy był prezydentem Warszawy – zasłynął zakazem organizacji parady gejowskiej, a sam poparł pomysł „marszu normalności”. Kaczyński i jego brat bliźniak Jarosław (w 2006 roku premier) wygrali wybory w 2005 roku, prowadząc kampanię opartą w dużej mierze na hasłach atakujących politykę szkoły chicagowskiej. Ich główni konkurenci obiecywali likwidację państwowego systemu emerytalnego i wprowadzenie 15-procentowego podatku liniowego – oba rozwiązania są zaczerpnięte wprost z friedmanowskiego podręcznika. Bliźniacy wskazywali, że takie rozwiązania doprowadzą do zubożenia ludzi biednych i wzbogacenia nielicznej grupy wielkich biznesmenów i skorumpowanych polityków. Gdy jednak Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy, wybrało sobie łatwiejsze cele: gejów, Żydów, feministki, cudzoziemców, komunistów.” (KLEIN, 2019: s. 494–495)

Klein w swoich rozważaniach odnosi się do różnych państw i różnych ustrojów. Jej książka nie jest wprost poświęcona Polsce. To, co wydaje się w niej szczególnie ważne, to sposób, w jaki autorka na marginesie swoich głównych rozważań demaskuje rolę wroga w polityce.

Mówiąc inaczej, Klein pokazuje, w jaki sposób partie i rządy budują swoją siłę polityczną w kontrze do wroga — najlepiej wroga wielkiego, niemal nieśmiertelnego, takiego, którego nie można dotknąć, schwytać ani ostatecznie usunąć.

Taki wróg uzasadnia ciągłą mobilizację i jednocześnie legitymizuje władzę rządzącej partii. Nagle okazuje się, że społeczeństwa — także społeczeństwa demokratyczne — dla swojej egzystencji potrzebują wrogości, potrzebują walki, potrzebują wojny.

Potrzebują walczyć o pokój, bo spokojnie żyć nie potrafią.

Źródło zdjęcia: https://www.arts.ubc.ca/news/naomi-klein-on-the-future-of-climate-justice/

Zabili go, a on pije kawę

Czyli gdzie jest Netanjahu – mistrz szybkiej riposty?

Niedawno internet obiegły informacje o rzekomej śmierci premiera Izraela, Benjamina Netanjahu. Przyczynkiem do tych spekulacji było nagranie z przemówienia premiera, na którym rzekomo u jednej z jego rąk widać szósty palec, co zdaniem internautów wskazywałoby, że nagranie zostało wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Internauci wyciągnęli stąd wniosek, że premier nie żyje, ponieważ – ich zdaniem – w przeciwnym razie nie byłoby potrzeby tworzenia takiego nagrania przy użyciu AI. Osobiście tego szóstego palca nie widzę, ale internet zawrzał. Żeby zdementować pogłoski i uspokoić społeczeństwo Izraela oraz nastroje w armii, premier nagrał wideo w kawiarni, w której pije kawę. Przy tej okazji Netanjahu sięgnął po ciekawą figurę retoryczną, którą poniżej omówię, ale najpierw jeszcze kilka uwag ogólnych.

Choć Netanjahu to jeden człowiek – skądinąd już w podeszłym wieku – i sam jeden Izraela fizycznie nie obroni, to jego śmierć miałaby tutaj znaczenie symboliczne. Netanjahu zyskał sobie opinię „niezatapialnego”. Nie chodzi tylko o kontekst wojenny, lecz również o polityczny – od wielu lat nie przegrywa wyborów i wciąż pozostaje u władzy, a także unika aresztowania i procesu za korupcję oraz zbrodnie wojenne. Innymi słowy, nie udaje się go „zatopić”.

Jego ewentualna śmierć wskutek nalotu Iranu miałaby znaczenie symboliczne. Nagle okazałoby się, że ten wyśmiewany Iran nie tylko się nie poddaje i dysponuje technologią pozwalającą razić cele na odległość, lecz przede wszystkim dokonałby tego, czego ani sami Izraelczycy ani Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze nie dokonali.

Stąd potencjalna waga tego wydarzenia: gdyby okazało się ono prawdziwe, uświadomiłoby kruchość – mówiąc najogólniej – sytuacji, w jakiej znajduje się Izrael. Podkopałoby nie tylko morale społeczeństwa izraelskiego i armii, lecz przede wszystkim dodałoby motywacji do działania wszystkim wrogom Izraela i spowodowałoby wzmożone, bardziej zaciekłe ataki.

Stąd olbrzymia waga tej informacji.

Przyczynkiem do spekulacji było nagranie wideo, w którym internauci doszukali się szóstego palca u ręki przemawiającego premiera. Aby uspokoić społeczeństwo izraelskie i nastroje w armii, Netanjahu nagrał wideo, w którym dowodzi, że nic mu nie jest, że żyje i nadal kieruje państwem. Netanjahu zapytany przez „dziennikarza” odpowiada:

Et ma sha’alta oti?
Choshev she-ata lo? Omrim ba-reshet she-ani bichlal MET.
Ani MET al kafe. Ata yodea ma? Ani MET al ha-am sheli.
Eich hem mitnahagim – fantastit.

את מה שאלת אותי)
חושב שאתה לא? אומרים ברשת שאני בכלל מת
אני מת על קפה. אתה יודע מה? אני מת על העם שלי
איך הם מתנהגים – פנטסטית)

Co mnie zapytałeś?
Myślisz, że nie [żyję – JMS]? W internecie mówią, że w ogóle nie ŻYJĘ.
Ja „UMIERAM za kawę”. Wiesz co? Ja „UMIERAM za mój naród”.
To, jak oni się zachowują – fantastycznie.

Wypowiedź premiera Netanjahu nawiązuje do idiomu z języka hebrajskiego, który pozwala tutaj na grę słów. Po polsku moglibyśmy to oddać zwrotem: „Dałbym się zabić za kawę”.

Wypowiedź premiera Netanjahu pokazuje ciekawe wykorzystanie różnych figur retorycznych. Najważniejsza z nich to gra słów, czyli paronomazja, polegająca na użyciu tego samego słowa lub rdzenia w dwóch znaczeniach – dosłownym, „nie żyję / jestem martwy”, oraz idiomatycznym, „umieram za coś”, czyli bardzo coś kochać/lubić, co tworzy klasyczny żart oparty na dwuznaczności słowa

Do tego dochodzi syllepsis, w której jedno słowo łączy się z różnymi sensami, zestawiając „umierać” w znaczeniu dosłownym z „umierać za coś” idiomatycznie, co dodatkowo potęguje efekt humorystyczny.

Wypowiedź zawiera też element ironii sytuacyjnej – internet twierdzi „on nie żyje”, a premier odpowiada: „Owszem — umieram. Za kawę”, przyjmując słowa przeciwnika i zmieniając ich sens, rozbrajając je humorem (tzw. stępienie ostrza).

Równocześnie widać paralelizm składniowy między „umieram za kawę” a „umieram za mój naród”, gdzie żart płynnie przechodzi w element patriotyczny.

Całość tworzy mini-strukturę retoryczną: od tezy przeciwnika, poprzez żart i grę słów, przejście do powagi, aż po pochwałę społeczeństwa, co jest klasycznym przykładem przejścia od ironii do patosu (tzw. kairos, w którym celował Gorgiasz z Leontinoi).

Źródło zdjęcia: https://wiadomosci.radiozet.pl/swiat/iran-grozi-netanjahu-bedziemy-go-scigac-ze-wszystkich-sil-i-zabijemy

„Przepowiednia” Huntingtona

Paradygmat cywilizacyjny w porządku międzynarodowym po zimnej wojnie: główne tezy Samuela P. Huntingtona

DAVOS/SWITZERLAND, 25JAN04 – Samuel P. Huntington, Chairman, Harvard Academy for International and Area Studies, USA, captured during the session 'When Cultures Conflict’ at the Annual Meeting 2004 of the World Economic Forum in Davos, Switzerland, January 25, 2004.

Copyright World Economic Forum (www.weforum.org)
swiss-image.ch/Photo by Peter Lauth

Ostatnio sięgnąłem ponownie do pracy Samuel P. Huntington, jego przełomowej książki The Clash of Civilizations and the Remaking of World Order (1997), znanej w polskim przekładzie jako „Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego”. Ostatni raz czytałem ją chyba — jeśli mnie pamięć nie zawodzi — w 2012 roku. Wtedy, jak mi się wydawało, była ona czymś w rodzaju księgi objawionej.

Thomas Mann wspominał kiedyś, że był na przedstawieniu Fausta Johanna Wolfganga von Goethe’go, bodajże w Wiedniu, i przypadkiem usłyszał, jak jeden z widzów po spektaklu stwierdził krytycznie, że ten Goethe to mądrala i mówi samymi cytatami. Gdy pierwszy raz czytałem książkę Huntingtona, pomyślałem o niej właśnie w podobny sposób. Miałem wrażenie, że niemal każde zdanie można z niej wyjąć i potraktować jako osobną tezę, twierdzenie, sentencję czy aforyzm. Bierze się to chyba stąd, że w dużej mierze jest ona napisana w sposób kategoryczny, przesądzający, a momentami nawet apodyktyczny.

Dziś jednak jestem wobec tej lektury bardziej krytyczny. Niezmiennie uważam jednak, że warto do niej wracać. Huntington niewątpliwie uchwycił procesy, które już wtedy zaczynały się ujawniać, a które znajdowały swoje echo także w kulturze popularnej — na przykład w filmie Blade Runner Ridley’a Scotta. Wszechobecna azjatyckość, która przewija się w tle tego filmu, była w istocie echem obaw trapiących wówczas społeczeństwo amerykańskie — obaw przed ekspansją kultury azjatyckiej, w tamtym czasie przede wszystkim japońskiej.

Czy obawy te były uzasadnione, czy też nie, zapewne jeszcze nieraz będzie przedmiotem dyskusji. Niemniej jednak warto sięgnąć po książkę Huntingtona nie tylko dlatego, że stanowi klasyczną pozycję z zakresu szeroko rozumianej geopolityki. Być może dziś — bardziej niż kiedykolwiek wcześniej — może ona pomóc człowiekowi zorientować się w świecie: w tym, co naprawdę ważne, w to, w co warto wierzyć i na czym powinien się w swoim życiu koncentrować. A także w tym, czy powinien ulegać podszeptom nacjonalizmu i różnego rodzaju fobii, czy też wielkomocarstwowym aspiracjom — nawet w przypadku tak stosunkowo niewielkich państw jak Polska.

Dodam, że książka Samuel P. Huntington, The Clash of Civilizations and the Remaking of World Order, należy do tych lektur, których nie sposób streścić w kilku zdaniach bez pominięcia wielu istotnych wątków. Rezygnując więc z ambicji całościowego omówienia tej pracy, ograniczę się do zwrócenia uwagi na kilka wybranych kwestii.

Kultura jako oś nowej polityki

Samuel P. Huntington (1997) stawia tezę, że w erze po zakończeniu zimnej wojny główne źródła konfliktów i podziałów na świecie nie mają już charakteru ideologicznego czy ekonomicznego, lecz kulturowy. Huntington prezentuje koncepcję wielobiegunowości, zmierzchu zachodniego uniwersalizmu oraz dynamikę konfliktów na liniach uskokowych między cywilizacjami.

Huntington proponuje zmianę paradygmatu w rozumieniu polityki globalnej. Według niego flagi, krzyże, półksiężyce i inne symbole tożsamości stały się ważniejsze niż ideologie polityczne. Autor zauważa, że ludzie definiują siebie poprzez pochodzenie, religię i język, co prowadzi do formowania się nowego ładu opartego na kręgach cywilizacyjnych, a przyszłość międzynarodowego ładu będzie zależeć o wzajemnych relacji między tymi kręgami.

Wielobiegunowy świat wielu cywilizacji

Zdaniem Huntingtona współczesny świat składa się z kilku głównych cywilizacji (m.in. zachodniej, prawosławnej, islamskiej, chińskiej, hinduistycznej, japońskiej i latynoamerykańskiej). Najważniejszym zjawiskiem jest odejście od układu dwubiegunowego na rzecz systemu, w którym interakcje zachodzą między wieloma niezależnymi centrami kulturowymi.

Pod koniec lat osiemdziesiątych świat komunistyczny uległ rozpadowi, a międzynarodowy system zimnej wojny przeszedł do historii. W po-zimno-wojennym świecie najważniejsze różnice między ludźmi nie mają charakteru ideologicznego, politycznego ani ekonomicznego. Mają one charakter kulturowy.” (In the late 1980s the communist world collapsed, and the Cold War international system became history. In the post-Cold War world, the most important distinctions among peoples are not ideological, political, or economic. They are cultural. – Huntington, 1997, s. 21; przytoczone zdanie w opublikowanym polskim przekładzie brzmi nieco inaczej: „Pod koniec lat osiemdziesiątych świat komunistyczny się załamał, zimnowojenny układ międzynarodowy przeszedł do historii. Najważniejsze  różnice  między  narodami  nie  mają  charakteru ideologicznego, politycznego czy ekonomicznego, lecz kulturowy”.).

Iluzja cywilizacji uniwersalnej i zmierzch Zachodu

Autor poddaje krytyce zachodnie przekonanie o uniwersalności własnej kultury. Huntington twierdzi, że modernizacja nie musi oznaczać westernizacji – społeczeństwa niezachodnie mogą przejmować technologię, zachowując jednocześnie własne wartości. Co więcej, potęga Zachodu relatywnie maleje w stosunku do rosnącej pewności siebie Azji Wschodniej i odrodzenia islamu.

Huntington powiada: „ Z normatywnego punktu widzenia zachodnia wiara w uniwersalizm zakłada, że ludzie na całym świecie powinni przyjąć zachodnie wartości, instytucje i kulturę, ponieważ ucieleśniają one najwyższy, najbardziej oświecony, najbardziej liberalny, najbardziej racjonalny, najbardziej nowoczesny i najbardziej cywilizowany sposób myślenia ludzkości.” (Normatively the Western universalist belief posits that people throughout the world should embrace Western values, institutions, and culture because the embody the highest, most enlightened, most liberal, most rational, most mod ern, and most civilized thinking of humankind. – Huntington, 1997, s. 310)

Jednak, jak zauważa Huntington: „Uniwersalistyczne roszczenia Zachodu coraz częściej prowadzą do konfliktów z innymi cywilizacjami, przede wszystkim z islamem i Chinami; na poziomie lokalnym wojny na liniach uskoku cywilizacyjnego — w dużej mierze między muzułmanami a niemuzułmanami — wywołują zjawisko ‘mobilizacji państw pokrewnych’, stwarzają groźbę szerszej eskalacji, a tym samym skłaniają państwa rdzeniowe do podejmowania prób powstrzymania tych konfliktów.” (The West’s universalist pretensions increasingly bring it into conflict with other civilizations, most seriously with Islam and China; at the local level fault line wars, largely between Muslims and non-Muslims, generate „kin-country rallying,” the threat of broader escalation, and hence efforts by core states to halt these wars. – Huntington, 1997, s. 20; w polskim opublikowanym przekładzie zdanie to brzmi: “Uniwersalistyczne aspiracje Zachodu prowadzą do nasilających się konfliktów z innymi cywilizacjami. Najpoważniejsze są konflikty z islamem i Chinami. Na szczeblu lokalnym wojny pograniczne, głównie między muzułmanami i niemuzułmanami, powodują „zwoływanie się krajów pokrewnych”, grożą dalszą eskalacją, co z kolei skłania państwa ośrodki cywilizacji do podejmowania wysiłków na rzecz powstrzymania tych wojen.”).

Konflikty na „liniach uskokowych”

Huntington (1997) wprowadza pojęcie „wojen na liniach uskokowych” (fault line wars), które toczą się między sąsiadującymi grupami z różnych cywilizacji. Najbardziej zapalnymi punktami są granice świata islamskiego, które autor określa mianem „krwawych”: „Granice islamu są krwawe, tak samo jak jego wewnętrzny obszar” (Islam’s borders are bloody, and so are its innards. – Huntington, 1997, s. 358). Huntington był niejednokrotnie krytykowany za tę wypowiedź. Na tę krytykę odpowiadał następująco: „Żadne inne sformułowanie zawarte w moim artykule w „Foreign Affairs” nie spotkało się z taką krytyką, jak zdanie „krwawe są granice islamu”. Oparłem tę ocenę na pobieżnym zestawieniu konfliktów międzycywilizacyjnych. Dane liczbowe pochodzące ze wszystkich obiektywnych źródeł w całej rozciągłości potwierdzają jej słuszność”. Jeśli spojrzeć na wojny w Iraku i teraz w Iranie, to trudno się z autorem nie zgodzić. Jednak – nie wchodząc z Huntingtonem w polemikę – przychodzi zapytać, a kto tę wojnę i krew tam sprowadził?

Państwa ośrodki i nowy ład

Wewnątrz cywilizacji kluczową rolę odgrywają tzw. państwa ośrodki (core states), które porządkują stosunki wewnątrz własnego kręgu kulturowego (np. USA dla Zachodu, Rosja dla prawosławia). Pokój światowy zależy od tego, czy państwa ośrodki będą powstrzymywać się od interwencji w konfliktach innych cywilizacji.

Przyszłość Stanów Zjednoczonych i Zachodu zależy od tego, czy Stany potwierdzą swą przynależność do cywilizacji zachodniej. W wymiarze wewnętrznym oznacza to niedawanie posłuchu syrenim pieśniom zwolenników wielokulturowości. W wymiarze międzynarodowym — odrzucenie mylących i złudnych wezwań do utożsamienia Stanów Zjednoczonych z Azją. Bez względu na związki ekonomiczne przepaść kulturowa dzieląca społeczeństwa Azji i Ameryki wyklucza ich połączenie we wspólnym domu. Pod względem kulturowym Amerykanie stanowią część rodziny zachodniej. Piewcy wielokulturowości mogą tę więź naruszyć, a nawet zniszczyć, ale niczym jej nie zastąpią. Amerykanie szukający swych kulturowych korzeni znajdują je w Europie” (The futures of the United States and of the West depend upon Americans reaffirming their commitment to Western civilization. Domestically this means rejecting the divisive siren calls of multiculturalism. Internationally it means rejecting the elusive and illusory calls to identity the United States with Asia. Whatever economic connections may exist between them, the fundamental cultural gap between Asian and American societies precludes their joining together in a common home. Americans are culturally part of the Western family; multiculturalists may damage and even destroy that relationship but they cannot replace When Americans look for their cultural roots, they find them in Europe. – Huntington, 1997, s. 307) .

„Przepowiednia” Huntingtona

Teoria Huntingtona, choć kontrowersyjna, dostarcza narzędzi do analizy współczesnych napięć geopolitycznych, których nie da się wyjaśnić wyłącznie interesami państw narodowych. Autor ostrzega, że największym zagrożeniem dla pokoju jest narzucanie zachodnich wartości społeczeństwom o odmiennych fundamentach kulturowych.

Na koniec przytoczę „proroczą” wypowiedź Huntimgtona: „Zachód w obecnej chwili dominuje i w kategoriach potęgi oraz wpływu pozostanie jeszcze długo w XXI wieku na czołowej pozycji. W układzie sił między cywilizacjami zachodzą jednak stopniowe, nieuniknione i  fundamentalne zmiany, a siła Zachodu w odniesieniu do innych cywilizacji będzie nadal słabnąć. Ze słabnięciem prymatu Zachodu znaczna część jego potęgi po prostu zaniknie, a reszta rozproszy się regionalnie między kilka głównych cywilizacji i państwa będące ich ośrodkami. Najbardziej rosną i będą rosnąć w siłę cywilizacje azjatyckie, Chiny zaś zajmują stopniowo pozycję państwa, które najprawdopodobniej stanie się głównym rywalem Zachodu, jeśli chodzi o wpływ na losy świata. Te przemieszczenia w układzie sił między cywilizacjami prowadzą i nadal będą prowadzić do odrodzenia kulturowego niezachodnich społeczeństw i wzmożenia ich kulturowej asertywności, a także coraz powszechniejszego odrzucania kultury Zachodu.” (The West is overwhelmingly dominant now and will remain number one in terms of power and influence well into the twenty-first century. Gradual, inexorable, and fundamental changes, however, are also occurring in the balances of power among civilizations, and the power of the West relative to that of other civilizations will continue to decline. As the West’s primacy erodes, much of its power will simply evaporate and the rest will be diffused on a regional basis among the several major civilizations and their core states. The most significant increases in power are accruing and will accrue to Asian civilizations, with China gradually emerging as the society most likely to challenge the West for global influence. These shifts in power among civilizations are leading and will lead to the revival and increased cultural assertiveness of non-Western societies and to their increasing rejection of Western culture. – Huntington, 1997, s. 82–83).

Bibliografia

Huntington, S. P. (1997). The Clash of Civilizations and the Remaking of World Order. Simon & Schuster.

Huntington, S. P. (2018). Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego (H. Jankowska, Tłum.). Zysk i S-ka Wydawnictwo. (Oryginał opublikowany w 1996 r.).

Źródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Samuel_P._Huntington

Ile kosztuje tydzień wojny?

Przysłuchuję się dyskusjom na temat kosztów ewentualnej wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem. Według niektórych szacunków pierwsze sześć dni tego konfliktu mogło kosztować około 11,3 miliarda dolarów. Pojawiały się przy tym głosy wątpliwości, czy Stany Zjednoczone w ogóle stać na prowadzenie tak kosztownej wojny.

Jeśli przyjąć uśredniony koszt działań wojennych na poziomie około 10 miliardów dolarów tygodniowo, nietrudno policzyć, ile kosztowałby miesiąc czy dwa miesiące takiego konfliktu.

Pomyślałem sobie jednak – mówię oczywiście pół żartem – że być może prezydent Stanów Zjednoczonych nie musi się tym aż tak bardzo martwić, skoro w ramach swojej „Rady Pokoju” zebrał około 60 miliardów dolarów.