Metapolis to strumień refleksji nad współczesnym społeczeństwem widzianym z perspektywy filozoficznej. Analizuję w nim zjawiska społeczne, gospodarcze, polityczne i geopolityczne, pytając nie tylko o moralne i prawne podstawy tych wydarzeń, ale przede wszystkim o ich rzeczywiste przyczyny i skutki. W ten sposób zapraszam do głębszego namysłu nad tym, co my — jako ludzkość — tak naprawdę robimy.
Spontaniczność
Od wielu lat nosiłem się z zamiarem prowadzenia czegoś w rodzaju dziennika rozważań nad codziennością. W latach 2007–2009, jeśli pamięć mnie nie zawodzi, prowadziłem taki blog na stronie jednego z polskich tygodników. Pisząc jednak w ramach określonego formatu, trzeba się mu podporządkować — mam tu na myśli regularność publikacji. A mnie zależało na większej spontaniczności – by pisać, bo ma się potrzebę coś napisać, a nie że „teraz trzeba coś napisać”.
Ja chciałbym pisać w chwilach, w których rzeczywiście czuję potrzebę podzielenia się moimi obserwacjami. Ponadto było i jest nadal dla mnie ważnym, aby te refleksje stały się rodzajem rzeki, a może raczej strumienia, do którego można wchodzić zawsze — nie tylko dwa razy. Zresztą, jak mi się zdaje, podobnie myślał o swojej twórczości Fryderyk Nietzsche.
«Książka, na podobieństwo tej oto, nie jest przeznaczona do rozczytywania się i odczytywania, lecz do przerzucania, zwłaszcza w podróży lub na przechadzce; trzeba, by czytelnik kolejno zaglądał do niej, to znów wyglądał z niej i nie znajdował wokół siebie nic takiego, do czego nawykł.» (Fryderyk Nietzsche, Jutrzenka. Myśli o przesądach moralnych, tłum. Stanisław Wyżykowski, Wydawnictwo Vis-á-vis/Etiuda, Kraków 2024, § 453, s. 259.)
Zbite lustro
Rzeczywistość szkolna, akademicka i społeczna uległa daleko posuniętej specjalizacji, a w konsekwencji — fragmentaryzacji. Przypomina to rozbite lustro, w którym świat nie może się już przejrzeć. Choćby w obszarze politologii: jedni są specjalistami od polityki polskiej, inni od europejskiej, jeszcze inni od światowej; niektórzy nazywają siebie geopolitykami.
Ja w swojej refleksji chciałem wrócić do korzeni myśli społecznej — do tych fundamentów, o których pisał René Descartes, widząc w filozofii drzewo, z którego wyrasta cała nauka.
«Z kolei należy też zbadać szczegółowo naturę roślin, zwierząt a zwłaszcza człowieka, by móc później wynaleźć inne nauki dla niego użyteczne. W ten sposób cała filozofia przedstawia się jako drzewo, którego korzenie tworzy metafizyka, pień – fizyka, konarami zaś, które wyrastają z tego pnia, są wszystkie inne nauki, sprowadzające się do trzech podstawowych, mianowicie do medycyny, mechaniki i etyki, przy czym mam tu na myśli najwyższą i najdoskonalszą etykę, która zakłada całkowitą znajomość innych nauk i jest ostatnim stopniem mądrości. Otóż tak, jak nie zrywa się owoców ani z korzeni, ani z pni drzew, tylko z gałęzi wieńczących ich konary, tak samo główny pożytek z filozofii zależy od tych jej części, które poznawać się musi w kolejności jako ostatnie.» (List Descartes’a do ks. Picot, [w:] Rene Descartes, Zasady filozofii, tłum. Izydora Dąmbska, Warszawa 1960, s. 367.)
Nie chodzi mi przy tym o uprawianie nauki — zwłaszcza nie tej uprawianej współcześnie, której emanacją są punktowane artykuły, których nie piszą i nie czytają sami „autorzy” (Na marginesie zastanawiam się, ile punktów dostałby Kartezjusz za swoją „Rozprawę o metodzie” — czy ogóle kośby to opublikował?). Bardziej idzie mi o uprawianie krytycznej refleksji nad rzeczywistością i dostrzeganie oczywistości, którą często zakrywają pozornie mądre słowa.
Nazwa i tradycja
Z początkiem lutego 2026 roku myśl o prowadzeniu tego osobliwego dziennika myśli społecznych powróciła do mnie z nową intensywnością. Niewątpliwym impulsem do zmobilizowania się i rozpoczęcia pisania są wydarzenia społeczne i polityczne, których wszyscy jesteśmy świadkami.
Kilka dni zastanawiałem się nad nazwą. Chciałem uniknąć popularnych teraz terminów, zależało mi na tym, aby odwołać się do tradycji filozoficznej, z której wyrastam. Choć pragnąłem, aby nazwa brzmiała jednocześnie świeżo i nowocześnie, ostatecznie wróciłem do punktu wyjścia — do dialogów Platona, w których filozof rozprawiał właśnie o szeroko rozumianym życiu społecznym, czyli o polis.
W jednym z tych dialogów Sokrates-Platon, aby dobrze zrozumieć naturę polis, wychodzi poza (meta) nią. I podobnie czynię ja — chcę patrzeć na rzeczywistość społeczną z pewnej meta-perspektywy — niekoniecznie wolnej od teorii politycznych czy socjologicznych, niekoniecznie obiektywnej, ale z pewnością mojej własnej, filozoficznej.