Wielkie złudzenie liberalnej hegemonii

W książce „Wielkie złudzenie. Liberalne marzenia a rzeczywistość międzynarodowa” (The Great Delusion: Liberal Dreams and International Realities) John J. Mearsheimer stawia tezę, że polityka „liberalnej hegemonii”, prowadzona przez USA po zimnej wojnie, była skazana na porażkę, ponieważ ignorowała potęgę nacjonalizmu i realizmu. Więcej, jego zdaniem tego typu polityka stanowi wielkie złudzenie (the great delusion).

1. Liberalna Hegemonia

Według Mearsheimera „liberalna hegemonia to ambitna strategia, w której państwo dąży do przekształcenia jak największej liczby krajów w liberalne demokracje podobne do niego samego, promując jednocześnie otwartą gospodarkę międzynarodową i budując instytucje międzynarodowe” (Liberal hegemony is an ambitious strategy in which a state aims to turn as many countries as possible into liberal democracies like itself while also promoting an open international economy and building international institutions. – MEARSHEIMER 2018: 1). Celami tej strategii są:

– Szerzenie demokratycznego ustroju na świecie.

– Budowanie otwartej gospodarki międzynarodowej.

– Tworzenie potężnych instytucji międzynarodowych. Zwolennicy tej idei wierzą, że taki świat będzie bardziej pokojowy, wolny od terroryzmu i naruszeń praw człowieka.

2. Dlaczego liberalizm przegrywa jednak z nacjonalizmem i realizmem?

Amerykański politolog zauważa: „Nie ma wątpliwości, że liberalizm i nacjonalizm mogą współistnieć, ale kiedy dochodzi do ich starcia, nacjonalizm prawie zawsze wygrywa” (There is no question that liberalism and nationalism can coexist, but when they clash, nationalism almost always wins. – MEARSHEIMER 2018: 3). Mearsheimer argumentuje, że nacjonalizm i realizm są znacznie silniejszymi siłami, ponieważ lepiej odpowiadają naturze ludzkiej jako istot społecznych:

– Nacjonalizm: Ludzie są przede wszystkim istotami społecznymi, lojalnymi wobec własnej grupy (narodu). Nacjonalizm kładzie nacisk na samostanowienie, co sprawia, że kraje zaciekle opierają się obcej ingerencji w ich wewnętrzne sprawy – nawet jeśli ta ingerencja ma na celu wprowadzenie demokracji. Powiada Mearsheimer: „Moim zdaniem od początku do końca naszego życia jesteśmy istotami głęboko społecznymi, a indywidualizm ma drugorzędne znaczenie […] nacjonalizm, oparty na słusznym przekonaniu, że jednostki niezmiennie posiadają silne poczucie lojalności wobec własnej grupy, lepiej zaspokaja kilka krytycznie ważnych ludzkich potrzeb” (My view is that we are profoundly social beings from the start to the finish of our lives and that individualism is of secondary importance […] nationalism, which is predicated on the correct belief that individuals invariably have a strong sense of loyalty toward their own group, is better at addressing several critically important human needs. – MEARSHEIMER 2018: 7, 107).

– Realizm: W systemie międzynarodowym nie ma „rządu światowego”, który mógłby chronić państwa. Dlatego mocarstwa muszą kierować się logiką równowagi sił i dbać o własne przetrwanie. Liberalne państwa często „mówią jak liberałowie, ale działają jak realiści”, chyba że znajdą się w wyjątkowej sytuacji jednobiegunowości (jak USA po 1991 r.), co pozwala im na ryzykowne, ideologiczne krucjaty. Wyjaśnia: „Ta powszechna opinia jest błędna. Wielkie mocarstwa rzadko znajdują się w sytuacji, w której mogą prowadzić w pełni liberalną politykę zagraniczną. Dopóki na świecie istnieją dwa lub więcej takich państw, mają one niewielki wybór: muszą uważnie śledzić swoją pozycję w globalnej równowadze sił i działać zgodnie z dyktatem realizmu. Wielkie mocarstwa – niezależnie od swoich przekonań ideologicznych – przywiązują ogromną wagę do własnego przetrwania, a w systemie bipolarnym lub multipolarnym zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że zostaną zaatakowane przez inne wielkie mocarstwo. W takich okolicznościach liberalne mocarstwa często maskują swoje twarde, bezkompromisowe działania liberalną retoryką. Mówią jak liberałowie, lecz działają jak realiści. Jeśli natomiast przyjmują politykę liberalną sprzeczną z logiką realizmu, niemal nieuchronnie przychodzi im tego żałować” (This conventional wisdom is wrong. Great powers are rarely in a position to pursue a full scale liberal foreign policy. As long as two or more of them exist on the planet, they have little choice but to pay close attention to their position in the global balance of power and act according to the dictates of realism. Great powers of all persuasions care deeply about their survival, and there is always the danger in a bipolar or multipolar system that they will be attacked by another great power. In these circumstances, liberal great powers regularly dress up their hard-nosed behavior with liberal rhetoric. They talk like liberals and act like realists. Should they adopt liberal policies that are at odds with realist logic, they invariably come to regret it. – MEARSHEIMER 2018: 1–2).

Mearsheimer podsumowuje: „Moja teza, ujęta krótko, brzmi: nacjonalizm i realizm prawie zawsze biorą górę nad liberalizmem” (My argument, stated briefly, is that nationalism and realism almost always trump liberalism. – MEARSHEIMER 2018: 4).

3. Skutki „Wielkiego Złudzenia”

Zdaniem Mearsheimera: „Państwo realizujące za granicą tak ambitną strategię nie ma w istocie wyboru i musi stworzyć rozbudowany aparat bezpieczeństwa narodowego, zdolny prowadzić niekończące się wojny oraz nadzorować i kształtować świat na własny obraz. Jednak potężne państwo bezpieczeństwa narodowego niemal zawsze stanowi zagrożenie dla liberalnych wartości i instytucji wewnątrz kraju” (A country pursuing this ambitious strategy abroad has little choice but to create a powerful national security bureaucracy to fight its endless wars and monitor and shape the world in its own image. But a formidable national security state almost always threatens liberal values and institutions at home. – MEARSHEIMER 2018: 179). Według zatem autora, próba narzucenia liberalizmu innym narodom przynosi skutki odwrotne do zamierzonych:

– Niekończące się wojny: Zamiast pokoju, liberalna hegemonia prowadzi do militaryzmu i angażowania się w liczne konflikty zbrojne w celu zmiany reżimów (np. w Iraku, Libii czy Syrii).

– Zagrożenie dla demokracji w domu: Prowadzenie globalnych krucjat wymaga budowania potężnego państwa bezpieczeństwa narodowego, co ostatecznie podkopuje wolności obywatelskie wewnątrz samego państwa liberalnego.

– Destabilizacja geopolityczna: Przykładem jest polityka wobec Ukrainy, która – motywowana logiką liberalną (rozszerzanie NATO i UE) – doprowadziła do poważnego kryzysu w relacjach z Rosją, która postrzega to jako egzystencjalne zagrożenie w kategoriach realistycznych.

4. Polityka powściągliwości

Mearsheimer kieruje ważny apel do polityków – powiada: „Amerykańscy decydenci polityczni powinni porzucić strategię liberalnej hegemonii i prowadzić bardziej powściągliwą politykę zagraniczną, opartą na realizmie oraz właściwym rozumieniu tego, w jaki sposób nacjonalizm ogranicza działania wielkich mocarstw” (American policymakers would be wise to abandon liberal hegemony and pursue a more restrained foreign policy based on realism and a proper understanding of how nationalism constrains great powers. – MEARSHEIMER 2018: VIII).

Innymi słowy, Mearsheimer wzywa Stany Zjednoczone do porzucenia liberalnej hegemonii na rzecz polityki powściągliwości (restraint), opartej na realizmie.

Mearsheimer sugeruje, by mocarstwa:

– Zrozumiały, że nie da się przeprowadzić skutecznej „inżynierii społecznej” w obcych kulturach.

– Skupiły się na utrzymywaniu równowagi sił w kluczowych regionach świata, zamiast próbować naprawiać go na własne podobieństwo.

W swoich rozważaniach Mearsheimer dochodzi do wniosku, że wiara w możliwość stworzenia powszechnego pokoju poprzez szerzenie liberalizmu jest niebezpieczną iluzją (wielkie złudzenie – the great delusion), która generuje chaos i przemoc.

Źródło zdjęcia: https://consilium.org.au/consilium-speakers/john-mearsheimer/

Czym właściwie jest liberalizm?

Liberalizm jest jedną z ważniejszych doktryn filozoficznych i politycznych nowoczesnego świata. Jego centralną ideą jest wolność jednostki. Najprościej mówiąc, liberalizm opiera się na przekonaniu, że człowiek powinien być możliwie wolny, a władza państwa powinna być ograniczona. Państwo nie istnieje po to, by całkowicie kierować życiem obywateli, lecz po to, by chronić ich podstawowe prawa i zapewniać ramy pokojowego współistnienia w społeczeństwie.

Klasyczny liberalizm, rozwijany przez myślicieli takich jak John Locke czy John Stuart Mill, opiera się na kilku fundamentalnych przekonaniach.

Po pierwsze zakłada, że każdy człowiek ma prawo decydować o swoim życiu i ponosić odpowiedzialność za własne wybory.

Po drugie podkreśla, że władza państwa powinna być ograniczona i nie powinna ingerować w życie obywateli bardziej niż jest to konieczne.

Po trzecie akcentuje także znaczenie praw jednostki, takich jak wolność słowa, wolność sumienia, prawo własności czy prawo do zgromadzeń.

Po czwarte wskazuje na fundamentalną rolę rządów prawa, które oznaczają, że władza publiczna działa w granicach prawa, a nie według arbitralnej woli rządzących.

Po piąte uwydatnia znaczenie tolerancji, czyli przekonania, że ludzie mogą różnić się poglądami, religią i stylem życia, a społeczeństwo powinno umożliwiać pokojowe współistnienie tej różnorodności.

W nowoczesnej teorii politycznej liberalizm oznacza także określony model ustroju państwa. System liberalny opiera się na demokracji przedstawicielskiej, wolnych wyborach, prawach obywatelskich oraz pluralizmie poglądów. W takim systemie władza wywodzi się z woli obywateli, jest podzielona i podlega kontroli prawnej. Właśnie na tych zasadach funkcjonuje większość współczesnych demokracji zachodnich – choć pewnie to stwierdzenie nie jest oczywiste.

Pojęcie liberalizmu pojawia się także w teorii stosunków międzynarodowych. W tym kontekście oznacza ono przekonanie, że demokracje są bardziej pokojowe niż inne systemy polityczne, że rozwój handlu sprzyja ograniczaniu konfliktów oraz że instytucje międzynarodowe, takie jak United Nations, pomagają utrzymywać stabilność i pokój między państwami.

Krytyczną analizę tej wizji przedstawia między innymi John J. Mearsheimer w książce „The Great Delusion: Liberal Dreams and International Realities”, gdzie argumentuje, że jest to zbyt optymistyczne spojrzenie na rzeczywistość międzynarodową. O książce tej napisałem osobny post.

W najkrótszym ujęciu liberalizm można więc rozumieć jako filozofię polityczną, która stawia wolność jednostki w centrum życia społecznego i dąży do ograniczenia władzy państwa tak, aby chroniło ono prawa obywateli, zamiast dominować nad ich życiem.

Źródło grafiki: https://kulturaliberalna.pl/2016/01/28/jan-tokarski-liberalizm-lewica-prawica/

Racjonalność w polityce zagranicznej

W książce „Jak myślą państwa? Racjonalność w polityce zagranicznej” (How States Think: The Rationality of Foreign Policy) John J. Mearsheimer i Sebastian Rosato podejmują próbę obrony jednego z najważniejszych założeń realizmu w teorii stosunków międzynarodowych, mianowicie przekonania, że państwa w zdecydowanej większości przypadków działają racjonalnie. Autorzy zauważają, że w ostatnich dekadach coraz większą popularność zdobyły interpretacje polityki międzynarodowej odwołujące się do psychologii, błędów poznawczych, emocji przywódców czy ideologii. W takich ujęciach wiele kluczowych decyzji politycznych przedstawia się jako rezultat irracjonalności, uprzedzeń lub błędnej percepcji rzeczywistości. Mearsheimer i Rosato sprzeciwiają się temu trendowi i proponują własną, precyzyjną definicję racjonalności w polityce zagranicznej, która ma pokazać, że nawet bardzo ryzykowne lub ostatecznie katastrofalne decyzje państw mogą być racjonalne w sensie strategicznym.

W ich ujęciu racjonalność państwa opiera się na dwóch podstawowych elementach: posiadaniu spójnej teorii świata oraz procesie deliberacji prowadzącym do podjęcia decyzji. Pierwszy element oznacza, że decydenci polityczni działają w oparciu o pewien zestaw przekonań dotyczących tego, jak funkcjonuje system międzynarodowy. Może to być przekonanie, że bezpieczeństwo państwa zależy przede wszystkim od równowagi sił, że słabość prowokuje agresję przeciwników, że odstraszanie militarne zmniejsza prawdopodobieństwo wojny albo że w pewnych sytuacjach uderzenie wyprzedzające jest najlepszym sposobem uniknięcia jeszcze większego zagrożenia w przyszłości. Nie chodzi przy tym o to, czy dana teoria świata jest w pełni trafna, lecz o to, czy stanowi spójne i logiczne wyjaśnienie rzeczywistości, które pozwala decydentom interpretować wydarzenia i przewidywać możliwe konsekwencje własnych działań.

Drugim elementem racjonalności jest deliberacja, czyli proces rozważania różnych opcji politycznych przed podjęciem ostatecznej decyzji. W praktyce oznacza to analizę kosztów i korzyści poszczególnych strategii, dyskusję wśród elit politycznych i wojskowych, konsultacje z ekspertami oraz korzystanie z dostępnych informacji wywiadowczych. Jeśli decyzja jest wynikiem takiego procesu namysłu, spełnia drugi warunek racjonalności w rozumieniu autorów. W tym miejscu Mearsheimer i Rosato podkreślają jedną z najważniejszych tez swojej książki, mianowicie że racjonalność nie jest tożsama z sukcesem. Państwo może podjąć decyzję, która jest racjonalna w momencie jej podejmowania, a mimo to zakończy się ona strategiczną porażką. Wynika to z faktu, że decydenci nigdy nie dysponują pełną wiedzą o przyszłości, informacje mogą być niekompletne lub błędne, a działania przeciwników również wpływają na ostateczny rezultat wydarzeń.

Z tego powodu sama katastrofa polityczna lub militarna nie dowodzi jeszcze irracjonalności decyzji, która do niej doprowadziła. Autorzy odrzucają więc popularne przekonanie, że racjonalność polega na maksymalizacji zysków, na moralnej słuszności decyzji lub na jej ostatecznej skuteczności. Racjonalność oznacza raczej spójne rozumowanie i świadomy proces wyboru pomiędzy różnymi możliwościami działania.

Taka koncepcja ma także szersze znaczenie teoretyczne dla nauki o stosunkach międzynarodowych. Mearsheimer argumentuje, że gdyby państwa w rzeczywistości działały głównie pod wpływem emocji, chaosu poznawczego lub przypadkowych impulsów przywódców, analiza polityki międzynarodowej byłaby niemal niemożliwa, ponieważ nie dałoby się identyfikować powtarzalnych wzorców zachowań. Tymczasem w historii stosunków międzynarodowych można dostrzec pewne regularności wynikające z logiki systemu anarchicznego, w którym państwa muszą same dbać o własne bezpieczeństwo.

W takim środowisku, zdaniem autora, presja przetrwania sprzyja zachowaniom racjonalnym, ponieważ państwa, które konsekwentnie podejmowałyby całkowicie irracjonalne decyzje strategiczne, z czasem przestałyby istnieć lub utraciłyby swoją pozycję w systemie międzynarodowym. W tym sensie model racjonalności zaproponowany przez Mearsheimera i Rosato jest próbą powrotu do klasycznej realistycznej wizji polityki, w której działania państw są przede wszystkim rezultatem kalkulacji strategicznych dokonywanych w warunkach niepewności, a nie wyłącznie produktem psychologii przywódców czy irracjonalnych impulsów historii.

Źródło grafiki: https://www.semcoop.com/event/john-j-mearsheimer-and-sebastian-rosato-how-states-think-derek-neal

Mit racjonalnego wyborcy

Książka „Mit racjonalnego wyborcy” (The Myth of the Rational Voter: Why Democracies Choose Bad Policies) autorstwa Bryan Caplan wzbudziła w ostatnich latach gorącą debatę wśród ekonomistów i politologów. Autor podważa powszechne przekonanie, że demokracja jako system pozwala obywatelom podejmować w miarę racjonalne decyzje polityczne. Jego główna teza jest prosta, lecz „przełomowa”: wyborcy często działają systematycznie nieracjonalnie, a szczególnie w kwestiach gospodarczych.

Na marginesie wyjaśnię, że słowo przełomowa biorę w cudzysłów, też ja osobiście nigdy nie myślałem o wyborcach jako osobach kierujących się w swoich wyborach jakimś rodzajem racjonalnej analizy argumentów za lub przeciw. Dla mnie wyborca w pewnej perspektywie jest niemalże tożsamy z konsumentem, który dokonując wyborów konsumenckich najczęściej działa pod wpływem emocji.

Caplan nie sprowadza tego problemu jedynie do braku wiedzy. Wprowadza pojęcie „racjonalnej nieracjonalności” (rational irrationality). Wyborca zdaje sobie sprawę, że jego jednostkowy głos prawie nigdy nie zmienia wyniku wyborów, a więc koszt błędnych przekonań jest praktycznie zerowy. W efekcie ludzie mogą pozwalać sobie na wierzenie w poglądy ideologicznie lub moralnie satysfakcjonujące, nawet jeśli są one ekonomicznie błędne. W polityce, jak zauważa Caplan, obywatele kupują swoje przekonania podobnie jak konsumenci kupują rozrywkę.

Na podstawie danych z badań opinii oraz porównań z poglądami ekonomistów, Caplan wyróżnia cztery typowe uprzedzenia wyborców. Pierwsze z nich to antyrynkowe nastawienie, czyli przekonanie, że zyski firm są podejrzane lub szkodliwe. Drugie – antyzagraniczne – przejawia się w niechęci do handlu międzynarodowego i imigracji. Trzecie, pro-pracy, zakłada, że sama praca jest wartością, nawet gdy technologia mogłaby ją zastąpić. Ostatnie, pesymistyczne, prowadzi do przekonania, że gospodarka stale się pogarsza. Te systematyczne błędy wyborcze sprawiają, że obywatele często popierają polityki, które w rzeczywistości obniżają dobrobyt społeczeństwa.

Diagnoza Caplana w dużej mierze powraca do problemu, który już dwa i pół tysiąca lat temu poruszył Platon w „Państwie”. Filozof wskazywał, że większość ludzi nie zna się na rządzeniu podobnie jak nie zna się na medycynie czy nawigacji. Metafora statku (Państwo), którego pasażerowie nie powinni decydować o kursie, a jedynie kapitan znający sztukę żeglowania, doskonale ilustruje problem współczesnych wyborców, którzy systematycznie mylą się w sprawach gospodarczych. Caplan przedstawia współczesną, empiryczną wersję tej platońskiej krytyki demokracji.

Problem ten ma też jeszcze inny wymiar filozoficzny. Nowoczesna demokracja zakłada, że gdy wiele osób podejmuje decyzję, wynik będzie rozsądny. Myśliciele tacy jak John Stuart Mill czy Alexis de Tocqueville wierzyli, że publiczna debata, wolność opinii i pluralizm prowadzą społeczeństwo do prawdy. Caplan pokazuje coś odwrotnego: błędy wyborców są systematyczne, a więc demokracja może instytucjonalnie wzmacniać iluzje. Pojawia się wówczas pytanie, czy system polityczny może funkcjonować, jeśli jego uczestnicy „nie chcą wiedzieć”.

Bryan Caplan wprowadza też subtelniejsze pojęcie irracjonalności. Ludzie mogą świadomie pozwalać sobie na błędne poglądy, bo nic ich to nie kosztuje. Idee te mają swoje paralelne odniesienia w filozofii. Friedrich Nietzsche pisał o tym, że ludzie wybierają pocieszające iluzje, a Sigmund Freud wskazywał, że przekonania mogą pełnić funkcję psychologiczną, a nie poznawczą. W polityce oznacza to, że poglądy stają się rodzajem religii, tożsamości lub mitu społecznego.

Jedną z najciekawszych intuicji książki jest stwierdzenie, że polityka w demokracji nie polega głównie na poszukiwaniu prawdy, lecz na ekspresji przekonań. Głosowanie staje się moralnym gestem, symbolicznym protestem lub sposobem wyrażenia własnej tożsamości. Ta analiza przypomina prace Hannah Arendt czy Carla Schmitta, dla których polityka była bardziej przestrzenią znaczeń niż kalkulacji racjonalnej.

W końcu „Mit racjonalnego wyborcy” stawia pytanie, którego demokracja zwykle unika: co jeśli wolność myślenia prowadzi do błędów, które niszczą dobro wspólne? Czy lepiej mieć prawdę bez demokracji, czy demokrację bez prawdy? To pytanie towarzyszy refleksjom filozofów polityki od starożytności do dziś. Caplan, korzystając z narzędzi współczesnej ekonomii, przypomina, że odpowiedzi nie są oczywiste, a demokracja wcale nie gwarantuje, że większość ma rację.

Walczymy o pokój

W sobotę, 28 lutego 2026 roku, Szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela (hebr. ראש המטה הכללי, ang. Chief of the General Staff), naczelny dowódca Israel Defense Forces (IDF), generał porucznik (hebr. רב־אלוף, ang. Rav Aluf), אייל זמיר (Eyal Zamir), wygłosił oświadczenie w związku z rozpoczęciem szeroko zakrojonej operacji wojskowej przeciwko celom w Iranie. Wystąpienie zostało opublikowane w dniu rozpoczęcia operacji – w oficjalnych kanałach IDF – jako komunikat skierowany do obywateli Izraela oraz opinii międzynarodowej.

Moją uwagę zwróciły szczególnie dwa fragmenty tego oświadczenia, które stanowią przykłady dobrze znanych oksymoronów – pierwszy:

„Szabat szalom. Siły Obronne Izraela oraz armia Stanów Zjednoczonych rozpoczęły szeroko zakrojoną, wspólną i skoordynowaną operację, której celem jest znaczące uderzenie w irański reżim terroru oraz jego zdolności.” (שבת שלום. צהל וצבא ארצות הברית יצאו לפעולה רחבה, משותפת ומתואמת, במטרה לפגוע משמעותית במשטר הטרור האיראני וביכולות שלו.). – innymi słowy, siły obronne atakują, w celu obrony.

I drugi fragment:  

„Nasza polityka jest jasna. Odcinamy zagrożenia już na etapie ich powstawania. Nie pozwolimy irańskiemu reżimowi terroru uzbrajać się, budować swojej siły ani zwiększać zagrożenia dla bezpieczeństwa Państwa Izrael.” (המדיניות שלנו ברורה. אנחנו גודעים את האיומים עוד בהתאהבותם. לא ניתן למשטר הטרור האיראני להתחמש, לבנות את כוחו ולעבות איום לביטחון מדינת ישראל.).

 – żeby posłużyć się tu dobrym przykładem – to tak, jakby karać kogoś za to, czego nie zrobił i wcale nie wiadomo, czy w ogóle zrobi. Przypomina to scenariusz filmu „Minority Report” (pol. Raport mniejszości) z 2002 roku w reżyserii Steven Spielberg.

Mówiąc jeszcze inaczej, potencjalnie każdy może być złodziejem, w związku z tym wsadźmy wszystkich do więzienia, no bo przecież potencjalnie mogą być złodziejami.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=JEGHmIIpR6M

Egzekucja bez wyroku

W niedzielę 1 marca, w okolicach godziny drugiej nad ranem, światowe media obiegła informacja, że Ali Chamenei został zabity w wyniku ataku na Iran*. Nie jest to pierwsza osoba, która zginęła na Bliskim Wschodzie w rezultacie działań militarnych Stanów Zjednoczonych czy Izraela.

Informacjom o tego typu wydarzeniach często towarzyszy wyliczanie przewin, podkreślające, jak groźną i niebezpieczną postacią był zabity — jak bardzo był „zły”, mówiąc kolokwialnie, czy też językiem Donalda Trumpa, który zapowiadając atak na Iran mówił o „złych ludziach” – a dokładniej wyraził się następująco: „Naszym celem jest obrona narodu amerykańskiego poprzez usunięcie bezpośrednich zagrożeń ze strony irańskiego reżimu, brutalnej grupy bardzo twardych, strasznych ludzi.” (“Our objective is to defend the American people by eliminating imminent threats from the Iranian regime, a vicious group of very hard, terrible people.”)*. [Na marginesie zastanawiam się and słowem “eliminating” – jaka to kategoria prawna?]

Nie wdając się w dyskusję na temat tego, jakim człowiekiem był Chamenei, faktem pozostaje, że nie został on oficjalnie oskarżony, nie stanął przed sądem i tym bardziej nie miał możliwości obrony. Ironia losu polega na tym, że atak na Iran rozpoczął Benjamin Netanjahu, który sam jest ścigany międzynarodowym listem gończym i unika podróżowania do krajów, w których mógłby zostać zatrzymany (Przypomnę, 21 listopada 2024 r. Międzynarodowy Trybunał Karny (ICC) wydał nakaz aresztowania Benjamina Netanjahu — razem z byłym ministrem obrony Yoavem Gallantem — w związku z zarzutami zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości podczas wojny w Strefie Gazy.).

Można zatem powiedzieć, że w pierwszym przypadku wykonano wyrok, którego nikt formalnie nie wydał, a w drugim — nie wykonuje się nakazu trybunału.

Nie jest to pierwszy raz, kiedy dochodzi do tego typu zdarzeń, jednak współcześnie, za sprawą mediów społecznościowych, odbijają się one znacznie większym echem. Innymi słowy, do globalnej świadomości — zapewne w różnym stopniu w zależności od kraju — przenika przekonanie o relatywności prawa.

Być może ten jeden fakt nie przeleje czary goryczy, lecz niewątpliwie może on stopniowo przyczyniać się do momentu, w którym instytucja prawa międzynarodowego — a wraz z nią sama idea prawa jako bezstronnego porządku — zacznie tracić na znaczeniu.

* https://tvn24.pl/swiat/atak-usa-i-izraela-na-iran-relacja-na-zywo-st8923672

** https://www.wnd.com/2026/02/trump-announces-massive-ongoing-operation-against-iran/

Źródło zdjęcia: https://encrypted-tbn3.gstatic.com/licensed-image?q=tbn:ANd9GcRwZvnNN9x348_sfaDu6YNB0CZYo821vtCEl_6jKYRbednTk1hvwiuwWcpZCcMHjDnnJU0csnB0nRHs54A