Mit racjonalnego wyborcy

Książka „Mit racjonalnego wyborcy” (The Myth of the Rational Voter: Why Democracies Choose Bad Policies) autorstwa Bryan Caplan wzbudziła w ostatnich latach gorącą debatę wśród ekonomistów i politologów. Autor podważa powszechne przekonanie, że demokracja jako system pozwala obywatelom podejmować w miarę racjonalne decyzje polityczne. Jego główna teza jest prosta, lecz „przełomowa”: wyborcy często działają systematycznie nieracjonalnie, a szczególnie w kwestiach gospodarczych.

Na marginesie wyjaśnię, że słowo przełomowa biorę w cudzysłów, też ja osobiście nigdy nie myślałem o wyborcach jako osobach kierujących się w swoich wyborach jakimś rodzajem racjonalnej analizy argumentów za lub przeciw. Dla mnie wyborca w pewnej perspektywie jest niemalże tożsamy z konsumentem, który dokonując wyborów konsumenckich najczęściej działa pod wpływem emocji.

Caplan nie sprowadza tego problemu jedynie do braku wiedzy. Wprowadza pojęcie „racjonalnej nieracjonalności” (rational irrationality). Wyborca zdaje sobie sprawę, że jego jednostkowy głos prawie nigdy nie zmienia wyniku wyborów, a więc koszt błędnych przekonań jest praktycznie zerowy. W efekcie ludzie mogą pozwalać sobie na wierzenie w poglądy ideologicznie lub moralnie satysfakcjonujące, nawet jeśli są one ekonomicznie błędne. W polityce, jak zauważa Caplan, obywatele kupują swoje przekonania podobnie jak konsumenci kupują rozrywkę.

Na podstawie danych z badań opinii oraz porównań z poglądami ekonomistów, Caplan wyróżnia cztery typowe uprzedzenia wyborców. Pierwsze z nich to antyrynkowe nastawienie, czyli przekonanie, że zyski firm są podejrzane lub szkodliwe. Drugie – antyzagraniczne – przejawia się w niechęci do handlu międzynarodowego i imigracji. Trzecie, pro-pracy, zakłada, że sama praca jest wartością, nawet gdy technologia mogłaby ją zastąpić. Ostatnie, pesymistyczne, prowadzi do przekonania, że gospodarka stale się pogarsza. Te systematyczne błędy wyborcze sprawiają, że obywatele często popierają polityki, które w rzeczywistości obniżają dobrobyt społeczeństwa.

Diagnoza Caplana w dużej mierze powraca do problemu, który już dwa i pół tysiąca lat temu poruszył Platon w „Państwie”. Filozof wskazywał, że większość ludzi nie zna się na rządzeniu podobnie jak nie zna się na medycynie czy nawigacji. Metafora statku (Państwo), którego pasażerowie nie powinni decydować o kursie, a jedynie kapitan znający sztukę żeglowania, doskonale ilustruje problem współczesnych wyborców, którzy systematycznie mylą się w sprawach gospodarczych. Caplan przedstawia współczesną, empiryczną wersję tej platońskiej krytyki demokracji.

Problem ten ma też jeszcze inny wymiar filozoficzny. Nowoczesna demokracja zakłada, że gdy wiele osób podejmuje decyzję, wynik będzie rozsądny. Myśliciele tacy jak John Stuart Mill czy Alexis de Tocqueville wierzyli, że publiczna debata, wolność opinii i pluralizm prowadzą społeczeństwo do prawdy. Caplan pokazuje coś odwrotnego: błędy wyborców są systematyczne, a więc demokracja może instytucjonalnie wzmacniać iluzje. Pojawia się wówczas pytanie, czy system polityczny może funkcjonować, jeśli jego uczestnicy „nie chcą wiedzieć”.

Bryan Caplan wprowadza też subtelniejsze pojęcie irracjonalności. Ludzie mogą świadomie pozwalać sobie na błędne poglądy, bo nic ich to nie kosztuje. Idee te mają swoje paralelne odniesienia w filozofii. Friedrich Nietzsche pisał o tym, że ludzie wybierają pocieszające iluzje, a Sigmund Freud wskazywał, że przekonania mogą pełnić funkcję psychologiczną, a nie poznawczą. W polityce oznacza to, że poglądy stają się rodzajem religii, tożsamości lub mitu społecznego.

Jedną z najciekawszych intuicji książki jest stwierdzenie, że polityka w demokracji nie polega głównie na poszukiwaniu prawdy, lecz na ekspresji przekonań. Głosowanie staje się moralnym gestem, symbolicznym protestem lub sposobem wyrażenia własnej tożsamości. Ta analiza przypomina prace Hannah Arendt czy Carla Schmitta, dla których polityka była bardziej przestrzenią znaczeń niż kalkulacji racjonalnej.

W końcu „Mit racjonalnego wyborcy” stawia pytanie, którego demokracja zwykle unika: co jeśli wolność myślenia prowadzi do błędów, które niszczą dobro wspólne? Czy lepiej mieć prawdę bez demokracji, czy demokrację bez prawdy? To pytanie towarzyszy refleksjom filozofów polityki od starożytności do dziś. Caplan, korzystając z narzędzi współczesnej ekonomii, przypomina, że odpowiedzi nie są oczywiste, a demokracja wcale nie gwarantuje, że większość ma rację.

Walczymy o pokój

W sobotę, 28 lutego 2026 roku, Szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela (hebr. ראש המטה הכללי, ang. Chief of the General Staff), naczelny dowódca Israel Defense Forces (IDF), generał porucznik (hebr. רב־אלוף, ang. Rav Aluf), אייל זמיר (Eyal Zamir), wygłosił oświadczenie w związku z rozpoczęciem szeroko zakrojonej operacji wojskowej przeciwko celom w Iranie. Wystąpienie zostało opublikowane w dniu rozpoczęcia operacji – w oficjalnych kanałach IDF – jako komunikat skierowany do obywateli Izraela oraz opinii międzynarodowej.

Moją uwagę zwróciły szczególnie dwa fragmenty tego oświadczenia, które stanowią przykłady dobrze znanych oksymoronów – pierwszy:

„Szabat szalom. Siły Obronne Izraela oraz armia Stanów Zjednoczonych rozpoczęły szeroko zakrojoną, wspólną i skoordynowaną operację, której celem jest znaczące uderzenie w irański reżim terroru oraz jego zdolności.” (שבת שלום. צהל וצבא ארצות הברית יצאו לפעולה רחבה, משותפת ומתואמת, במטרה לפגוע משמעותית במשטר הטרור האיראני וביכולות שלו.). – innymi słowy, siły obronne atakują, w celu obrony.

I drugi fragment:  

„Nasza polityka jest jasna. Odcinamy zagrożenia już na etapie ich powstawania. Nie pozwolimy irańskiemu reżimowi terroru uzbrajać się, budować swojej siły ani zwiększać zagrożenia dla bezpieczeństwa Państwa Izrael.” (המדיניות שלנו ברורה. אנחנו גודעים את האיומים עוד בהתאהבותם. לא ניתן למשטר הטרור האיראני להתחמש, לבנות את כוחו ולעבות איום לביטחון מדינת ישראל.).

 – żeby posłużyć się tu dobrym przykładem – to tak, jakby karać kogoś za to, czego nie zrobił i wcale nie wiadomo, czy w ogóle zrobi. Przypomina to scenariusz filmu „Minority Report” (pol. Raport mniejszości) z 2002 roku w reżyserii Steven Spielberg.

Mówiąc jeszcze inaczej, potencjalnie każdy może być złodziejem, w związku z tym wsadźmy wszystkich do więzienia, no bo przecież potencjalnie mogą być złodziejami.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=JEGHmIIpR6M

Egzekucja bez wyroku

W niedzielę 1 marca, w okolicach godziny drugiej nad ranem, światowe media obiegła informacja, że Ali Chamenei został zabity w wyniku ataku na Iran*. Nie jest to pierwsza osoba, która zginęła na Bliskim Wschodzie w rezultacie działań militarnych Stanów Zjednoczonych czy Izraela.

Informacjom o tego typu wydarzeniach często towarzyszy wyliczanie przewin, podkreślające, jak groźną i niebezpieczną postacią był zabity — jak bardzo był „zły”, mówiąc kolokwialnie, czy też językiem Donalda Trumpa, który zapowiadając atak na Iran mówił o „złych ludziach” – a dokładniej wyraził się następująco: „Naszym celem jest obrona narodu amerykańskiego poprzez usunięcie bezpośrednich zagrożeń ze strony irańskiego reżimu, brutalnej grupy bardzo twardych, strasznych ludzi.” (“Our objective is to defend the American people by eliminating imminent threats from the Iranian regime, a vicious group of very hard, terrible people.”)*. [Na marginesie zastanawiam się and słowem “eliminating” – jaka to kategoria prawna?]

Nie wdając się w dyskusję na temat tego, jakim człowiekiem był Chamenei, faktem pozostaje, że nie został on oficjalnie oskarżony, nie stanął przed sądem i tym bardziej nie miał możliwości obrony. Ironia losu polega na tym, że atak na Iran rozpoczął Benjamin Netanjahu, który sam jest ścigany międzynarodowym listem gończym i unika podróżowania do krajów, w których mógłby zostać zatrzymany (Przypomnę, 21 listopada 2024 r. Międzynarodowy Trybunał Karny (ICC) wydał nakaz aresztowania Benjamina Netanjahu — razem z byłym ministrem obrony Yoavem Gallantem — w związku z zarzutami zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości podczas wojny w Strefie Gazy.).

Można zatem powiedzieć, że w pierwszym przypadku wykonano wyrok, którego nikt formalnie nie wydał, a w drugim — nie wykonuje się nakazu trybunału.

Nie jest to pierwszy raz, kiedy dochodzi do tego typu zdarzeń, jednak współcześnie, za sprawą mediów społecznościowych, odbijają się one znacznie większym echem. Innymi słowy, do globalnej świadomości — zapewne w różnym stopniu w zależności od kraju — przenika przekonanie o relatywności prawa.

Być może ten jeden fakt nie przeleje czary goryczy, lecz niewątpliwie może on stopniowo przyczyniać się do momentu, w którym instytucja prawa międzynarodowego — a wraz z nią sama idea prawa jako bezstronnego porządku — zacznie tracić na znaczeniu.

* https://tvn24.pl/swiat/atak-usa-i-izraela-na-iran-relacja-na-zywo-st8923672

** https://www.wnd.com/2026/02/trump-announces-massive-ongoing-operation-against-iran/

Źródło zdjęcia: https://encrypted-tbn3.gstatic.com/licensed-image?q=tbn:ANd9GcRwZvnNN9x348_sfaDu6YNB0CZYo821vtCEl_6jKYRbednTk1hvwiuwWcpZCcMHjDnnJU0csnB0nRHs54A

Śpiący Donald

Ot, ironia losu. Jeszcze nie tak dawno Donald Trump w niewyszukany sposób kpił sobie z Joe Bidena, powtarzając przydomek Sleepy Joe (Śpiący Joe). Tymczasem coraz częściej sam jest przyłapywany na tym, że zasypia podczas publicznych spotkań, nawet tak ważnych dla niego samego jak Rada Pokoju (Board of Peace) – jak to zwykło się w Polsce mówić: „dziadek się śmiał i tak samo miał”.

Źródło: https://newrepublic.com/post/206784/donald-trump-sleep-board-peace-launch

Można powiedzieć, ot proza życia, prezydent ma już swoje lata. Każdego z nas czeka taki okres w życiu, w którym będziemy po prostu przysypiali po parę razy dziennie. Jednak ten na pozór spokojny sen, który dla samego Trumpa jest chwilą wytchnienia, dla innych jest biciem dzwonów na alarm.

Te krótkie drzemki zwiastują nadejście snu wiecznego. W świecie polityki, jak i w ogóle w świecie ludzi, są oznaką słabości i ośmielają wszystkich uśpionych konkurentów do przebudzenia.

Jednak tych, którzy Trumpa bezrefleksyjnie wspierali, mogą dodatkowo także martwić, gdyż wraz z osłabnięciem, a może i w konsekwencji rychłym odejściem Trumpa, upadnie cały ruch MAGA. W konsekwencji ci, którzy w swoim poparciu się zatracili, mogą niebawem znaleźć się w tarapatach.

Równy udział w bogactwie

Amerykański senator Bernie Sanders wygłosił 11 lutego 2026 roku mowę podczas National CAP Conference (Krajowa Konferencja CAP), organizowanej przez United Auto Workers (UAW) – Związek Zawodowy Pracowników Motoryzacji. W swoim wystąpieniu senator ostrzegał przed zagrożeniami dla demokracji i procesów wyborczych wynikającymi z wpływu miliarderów, takich jak Elon Musk, poruszał kwestie automatyzacji i sztucznej inteligencji zagrażającej miejscom pracy, podkreślał znaczenie praw pracowniczych, roli związków zawodowych oraz konieczność sprawiedliwości ekonomicznej i ochrony klasy pracującej.

Zdjęcie źródło: https://www.youtube.com/watch?v=sHrM4VKWF9A

Nie sposób tu przytoczyć całej mowy, nie w tym rzecz. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na dwa ciekawe fragmenyt tego wystąpienia. Powiada Sanders:

«Jeśli wprowadzacie całą tę nową technologię, która uczyni nas bardziej produktywnymi, to nie chcemy, by służyła ona wyłącznie temu, byście stawali się jeszcze bogatsi i bardziej dochodowi. Chcemy również mieć udział w tym wzroście bogactwa». (If you’re going to bring in all this new technology, it’s going to make us all more productive. We want that to do more than just make you richer and more profitable. We want some of that increased wealth as well.)

I dalej senator dopowiada:

Ale chcę wam powiedzieć, że powinniśmy być bardzo zaniepokojeni tym, kto stoi za tą technologiczną rewolucją AI i robotyki. Wiecie, kto za tym stoi? Jest Elon Musk — znany z niszczenia związków zawodowych. To człowiek, który wyrzucił dziesiątki tysięcy federalnych pracowników na bruk. I oto, co powiedział — cytuję. Elon Musk, który inwestuje setki miliardów dolarów w tę technologię, powiedział: „Sztuczna inteligencja i roboty zastąpią wszystkie miejsca pracy. Praca będzie opcjonalna”. Koniec cytatu. Mówi on o tym, że Tesla ma produkować miliony i miliony robotów. O tym właśnie mówi. A jeśli myślicie, że Elon Musk nie śpi po nocach, martwiąc się o rodziny pracujące w tym kraju, to jesteście w błędzie. On tego nie robi. Jeff Bezos, piąty najbogatszy człowiek na świecie, zachęcał swoich pracowników, by myśleli odważnie i wyobrażali sobie, co byłoby potrzebne, aby Amazon w pełni zautomatyzował swoją działalność — z planami zastąpienia 600 tysięcy pracowników magazynowych robotami. Ale to nie dotyczy tylko pracowników fizycznych. Nie jesteście w tym sami. Dotyczy to również pracowników umysłowych. Wasz dobry znajomy Jim Farley, dyrektor generalny Forda, przewiduje, że sztuczna inteligencja „dosłownie wyeliminuje połowę wszystkich białych kołnierzyków w USA w ciągu następnej dekady”. Dario Amodei, dyrektor generalny firmy Anthropic, jednej z dużych firm zajmujących się AI, przewiduje, że „sztuczna inteligencja może wyprzeć połowę wszystkich stanowisk dla początkujących pracowników umysłowych w ciągu najbliższych pięciu lat”. (But I want to tell you that what we should be very worried about is in this AI and robotics technological revolution, understand who is behind it. Do you guys know who’s behind this thing? You got Elon Musk, who is a notorious union buster. He’s the guy that threw tens of thousands of war federal workers out on the street. And this is what he said, and I quote, Elon Musk, he’s investing hundreds of billions of dollars into this technology. Quote, „AI and robots will replace all jobs. Working will be optional.” End quote. He is talking about having Tesla manufacture millions and millions of robots. That’s what this guy is talking about. And if you think Elon Musk stays up nights worrying about the working families of this country, you got it backwards. He does not. Jeff Bezos, who is the fifth richest person in the world, has pushed his staff to think big and envision what it would take for Amazon to fully automate its operations with plans to replace 600,000 warehouse workers at Amazon with robots. But it’s not just bluecollar workers. You’re not in this alone. It is white collar workers as well. Your good friend Jim Farley, the CEO of Ford, has predicted that AI will eliminate quote literally half of all white collar jobs in the US within the next decade. Dario Amodai, the CEO of Anthropic, one of the big AI companies, predicted that quote, „AI could displace half of all entry-level white collar jobs in the next five years.)

I drygu