
Polska kupiła nowoczesne śmigłowce szturmowe Boeing AH-64E Apache Guardian, czyli jedne z najbardziej zaawansowanych maszyn tego typu na świecie, przeznaczone do zwalczania celów naziemnych i wsparcia wojsk lądowych. Zamówienie obejmuje 96 egzemplarzy, a jego wartość wynosi około 10 miliardów dolarów (czyli blisko 40 miliardów złotych). Dzięki tej decyzji Polska stanie się jednym z największych użytkowników Apache poza Stanami Zjednoczonymi.
Śmigłowce te są uzbrojone w szeroki zestaw nowoczesnych systemów: przeciwpancerne pociski kierowane AGM-114 Hellfire o zasięgu około 8–11 km oraz nowsze AGM-179 JAGM sięgające nawet do około 16 km, a także działko pokładowe M230 Chain Gun o zasięgu do około 3 km. Uzupełnieniem są niekierowane rakiety Hydra 70 (do ok. 8–10 km) oraz pociski powietrze–powietrze AIM-92 Stinger o zasięgu około 5–8 km. Dzięki temu Apache może skutecznie razić cele z dużej odległości, często zanim sam znajdzie się w zasięgu przeciwnika.

Nie wiemy dokładnie, dlaczego kupiliśmy te śmigłowce. A jeśli ktoś zna rzeczywiste powody, to zapewne bardzo nieliczni. W moim odczuciu jednak istotną rolę odegrały — przynajmniej częściowo — polskie kompleksy. Wydaje mi się, że zadziałał ten sam mechanizm, który znamy z lat 80. i 90., a który do dziś obecny jest w polskiej mentalności, zwłaszcza wśród osób podejmujących tego typu decyzje, często należących do pokolenia 50+. Mam na myśli przekonanie, że to, co pochodzi z Zachodu, jest z definicji lepsze. Że ktoś przyjeżdżający z Ameryki ma większy autorytet niż ktoś z Wrocławia. Ten sposób myślenia widoczny jest także w reklamach, gdzie polskie instytucje i firmy chętnie sięgają po język francuski czy angielski, aby podnieść prestiż swojej marki. W tym sensie zakup Apache — maszyn znanych z filmów i medialnych narracji jako symbol zwycięstwa i technologicznej dominacji — wydaje się wpisywać w tę logikę. Ich obecność miała zrobić wrażenie przede wszystkim na Polakach, nie na potencjalnych przeciwnikach. Miała przekonać opinię publiczną, że państwo działa.
Nie twierdzę przy tym, że śmigłowce tego typu nie mają żadnych zdolności bojowych — przeciwnie, mają je i z pewnością przewyższają stare konstrukcje, takie jak Mi-24D. Jednak współczesne zmiany na polu walki, widoczne szczególnie w kontekście wojny w Ukrainie, pokazują, że tego rodzaju broń w dużej mierze utraciła swój potencjał. Wystarczy spojrzeć na zasięg uzbrojenia: maksymalnie około 16 kilometrów. Tymczasem zwykłe drony FPV mogą operować na dystansie 30 kilometrów, a według niektórych źródeł nawet 50 kilometrów. Oznacza to, że operator drona może atakować śmigłowiec, pozostając poza jego zasięgiem. Istnieją też nagrania z Ukrainy pokazujące ataki dronów na śmigłowce, w tym rosyjskie maszyny Ka-52. W tym sensie Apache nie są wcale bezpieczniejsze — pozostają podatne na te same zagrożenia. Nie oznacza to, że nie są w stanie prowadzić walki, ale że relacja między kosztem a efektem staje się wątpliwa.
Za 10 miliardów dolarów, czyli około 40 miliardów złotych, można było stworzyć rozproszony system produkcji dronów, rozwijać badania i budować przewagę technologiczną w obszarze, który dziś realnie zmienia pole walki.
Powiem więcej: nie chodziłoby nawet o budowanie takich dronów, jakie dziś widzimy na polu walki, lecz o poszukiwanie zupełnie nowej formuły uzbrojenia — broni przyszłości, która przewyższa obecne rozwiązania stosowane na Ukrainie, w Izraelu czy szerzej na Bliskim Wschodzie. Chodziłoby o rozwijanie systemów zdolnych do działania na znacznie większych odległościach, rzędu 100 kilometrów, o zdolności do dłuższego czasu przebywania w powietrzu, zdolnych do stabilnego zawisu, a przy tym odpornych na zakłócenia ze strony walki elektronicznej. Innymi słowy: o odejście od kopiowania istniejących modeli na rzecz tworzenia jakościowej przewagi technologicznej.
Taka strategia oznaczałaby inwestycję nie tylko w sam sprzęt, lecz przede wszystkim w potencjał — w krajowy przemysł, w polskich inżynierów, w zaplecze badawczo-rozwojowe. Byłaby to inwestycja w Polskę jako twórcę, a nie jedynie odbiorcę technologii. Zamiast kupować gotowe rozwiązania, moglibyśmy współtworzyć przyszłość pola walki, budując kompetencje, które pozostają w kraju i pracują na jego długofalową siłę.
Zamiast tego kupiliśmy sprzęt, który — w moim odczuciu — lepiej sprawdzi się podczas defilad niż w rzeczywistej konfrontacji z nowoczesnym przeciwnikiem.
Źródło: https://wm.pl/artykul/polska-w-centrum-nowoczesnej-n2248797
Grafika AI