Sąd Najwyższy Ukrainy właśnie co uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co ciekawe, społeczeństwo wydaje się z tym nie mieć problemu.
Przypomina mi to historię Tebańskiego Legionu Siedemdziesięciu Młodzieńców – elitarnego oddziału złożonego z par kochanków. Ci żołnierze, walcząc ramię w ramię, osiągnęli wielkie zwycięstwa Teb nad Spartą, m.in. w bitwie pod Leuktrami w 371 r. p.n.e. Można powiedzieć, że historia pokazuje, że miłość i lojalność mogą iść w parze – zarówno na polu bitwy, jak i w codziennym życiu.
Nie o tym jednak chcę pisać. Chcę bowiem zwrócić uwagę na fakt, że siła społeczeństwa, patriotyzm i zdolność do obrony kraju w przypadku napaści czy wojny nie wynikają wyłącznie z zasobów gospodarczych państwa, jego potencjału militarnego, stopnia wyszkolenia armii, liczebności czy ilości sprzętu.

O sile państwa decyduje również mentalność, która cementuje społeczeństwo. Przejawia się ona między innymi w tym, że ludzie odnoszą się do siebie z szacunkiem: mówią do siebie „dzień dobry”, są grzeczni, mili, pomocni, serdeczni, szanują siebie nawzajem, traktują wszystko, co jest w kraju, jako wspólne dobro i czują się emocjonalnie, a nie tylko formalnie, związani z państwem.
Jeśli w naszym kraju są grupy wykluczone – niezależnie od powodów – jeśli jedna część społeczeństwa nie szanuje, wręcz nienawidzi i prześladuje drugą, to jak możemy oczekiwać, że ci ludzie będą walczyć o nas, bronić nas czy pomagać w czasie wojny? Być może zrobią to, kierując się wyższymi wartościami, ale to, co fundamentalne, to nie napuszone słowa, dęte liczby czy hasła, lecz międzyludzkie relacje.
Mam subiektywne odczucie, że relacje te pogarszają się z roku na rok. Widzę to nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach. Ludzie są wobec siebie coraz bardziej wrodzy, nienawistni i bardzo łatwo dają się popchnąć jedni na drugich. Przyczyn jest pewnie wiele – nawet nie podejmuję się ich wyliczenia.
Jeśli jednak wysiłek państwa nie będzie zmierzał ku łagodzeniu tych zjawisk społecznych i cementowaniu społeczeństwa, żaden sprzęt ani żadne pieniądze nie uratują państwa ani jego obywateli.
Poniżej przytoczę tylko kilka przykładów z Ukrainy, które pokazują obecność osób LGBTQ+ w szeregach armii ukraińskiej, walczącej o niepodległość i obronę swojego kraju. To ludzie, którzy nie tylko bronią ojczyzny, lecz są przekonani, że należą do społeczeństwa Ukrainy, są jego częścią i kiedy nadejdzie pokój, nadal będą czuć się tam dobrze i szczęśliwie.
Otóż, gdy w 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę, wielu Ukraińców przerwało swoje dotychczasowe życie, by wziąć udział w obronie ojczyzny. Wśród nich znaleźli się także artyści i aktywiści LGBTQ+, którzy wcześniej znani byli z występów drag i działań na rzecz społeczności queer.
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów jest Vlad Szast, znany na scenie drag jako Guppy Drink. Przed wojną tworzył spektakularne show, zdobywając popularność w ukraińskiej społeczności queer. Po wybuchu wojny porzucił scenę i wstąpił do terytorialnej obrony, zajmując się logistyką i wsparciem dla walczących. Jego historia, łącząca sztukę i obronę kraju, szybko obiegła media, stając się symbolem zaangażowania queer Ukraińców w walkę o wolność.
Nie był jedyny. Inny artysta drag, Artur Ozerov (AuRa), w czasie wojny skoncentrował się na organizowaniu pomocy i wsparciu logistycznym dla sił zbrojnych. Równocześnie tysiące osób LGBTQ+ z Ukrainy zgłosiło się do służby w armii lub jako ochotnicy w różnych formacjach obronnych, często podkreślając, że ich udział w wojnie ma także wymiar symboliczny: walkę o prawo do wolności osobistej i bycia sobą w demokratycznym państwie.
Ukraińskie prawo wojskowe od 2021 roku umożliwia służbę osobom LGBTQ+, co pozwalało im uczestniczyć w obronie kraju legalnie i bez ukrywania tożsamości. Reportaże z frontu pokazują, że queer Ukraińcy walczą nie tylko o terytorium, ale również o przyszłość społeczną, w której różnorodność jest akceptowana i szanowana.
Wojna w Ukrainie uwidoczniła, że heroizm i patriotyzm nie mają jednej definicji – mogą przyjmować formę zarówno walki z bronią w ręku, jak i odważnego stawania w obronie wartości, które dla wielu są równie istotne jak wolność kraju. Vlad Szast i jego towarzysze udowadniają, że queer Ukraińcy są gotowi stanąć na pierwszej linii frontu, nie rezygnując ze swojej tożsamości ani z marzeń o lepszej, wolnej Ukrainie.

Nie wiem dokładnie, jak wygląda sytuacja osób LGBTQ+ w polskiej armii. Nie sądzę jednak, żeby żołnierze nie mieli nic innego do roboty, tylko nienawidzić gejów i ich prześladować. Myślę, że ta nienawiść, która wyraża się wobec tej i innych mniejszości, pochodzi raczej ze świata polityki niż od przeciętnych ludzi. Owszem, jest podsycana i trafia być może na podatny grunt, ale jej spirytus movens jest zewnętrzny.
Dla poprawienia humoru i dodania odrobiny optymizmu przytoczę historię opowiedzianą mi przez mojego przyjaciela, zawodowego żołnierza. Otóż podczas pobytu na poligonie dwóch żołnierzy zostało przyłapanych pod prysznicem w trakcie uprawiania seksu oralnego. Od tego czasu w jednostce zaczęło funkcjonować powiedzenie: „w służbie ojczyzny i drugiego mężczyzny”.
Co mnie zaskoczyło i zwróciło moją uwagę, to fakt, że w/w hasło nie było wymierzone w przyłapanych żołnierzy, lecz traktowane jako zabawna anegdota, a samych żołnierzy żaden ostracyzm nie spotkał. Nikogo to zdarzenie nie oburzyło, nie zszokowało – nie było agresji ani prześladowania. Jedyne, co powstało w przestrzeni jednostki, to właśnie to powiedzenie, używane raczej w sposób przyjazny, a nie prześmiewczy.
Jakkolwiek nikomu z nas nie życzę wojny (choć mam nieodparte wrażenie, że wojna się zbliża), że w chwili próby, kiedy dojdzie do konfliktu, ci dwaj żołnierze nie będą mieli wątpliwości: czy bronić ojczyzny, czy chronić swoich kolegów.
Zainspirował mnie tekst: https://queer.pl/news/207356/sad-najwyzszy-ukrainy-uznal-pare-jednoplciowa-za-rodzine-co-to-wlasciwie-zmienia
Grafika: AI