Tebańska pułapka Trumpa

Izrael i Stany Zjednoczone zaatakowały Iran z wielkim impetem. Oficjalne komunikaty epatowały liczbą zestrzelonych samolotów, zatopionych statków, wykonanych nalotów, zbombardowanych budynków i zabitych ludzi. Pierwsze dni potęgowały wrażenie zwycięstwa.

Dziś jednak, po dwunastu dniach wojny, okazuje się, że wojska Izraela i Ameryki nie tylko nie miały spójnego pomysłu na prowadzenie tej wojny, lecz także nie określono w sposób precyzyjny jej celów (wynika to wprost z oświadczenia Chrisa Murphy’ego – demokratycznego senatora z Connecticut, członka Senackiej Komisji Spraw Zagranicznych). W konsekwencji trudno powiedzieć, kiedy i w jakich okolicznościach można by uznać, że wojna została wygrana. Przede wszystkim jednak – jak się wydaje – zlekceważono przeciwnika, czyli Iran.

Cała ta sytuacja przypomina mi epizod z Wojna peloponeska, a dokładniej rajd Tebańczycy, którzy w liczbie około trzystu zajęli z wielkim impetem miasto Plateje. Początkowo mieszkańcy Platejów przestraszyli się i ustąpili. Tebańczycy zażądali poddania miasta. Platejczycy oznajmili jednak, że muszą się nad tym chwilę zastanowić.

Mimo pierwotnego strachu, który ogarnął mieszkańców Platejów, po pewnym czasie okazało się, że Tebańczyków wcale nie jest tak wielu i że nie są oni tak silni, jak początkowo sądzono. Nastał wieczór, potem noc, a dodatkowo zaczął padać deszcz. Wtedy okazało się, że Tebańczycy – choć wydawało się, że zajęli miasto i nad nim panują – zostali w nim w istocie uwięzieni. Nie znali miasta, było ciemno, niewiele widzieli, a sytuację dodatkowo utrudniał deszcz.

Platejczycy, po początkowym popłochu, zebrali się w sobie i zaczęli się przegrupowywać. Pod osłoną nocy i deszczu przeprowadzili skuteczne ataki. Nagle okazało się, że trzystu Tebańczyków, którzy sądzili, iż zdobyli miasto, znalazło się w śmiertelnej pułapce – właściwie w labiryncie śmierci, z którego nie potrafili się wydostać. Każda ulica mogła stać się dla nich śmiertelnym zaułkiem.

Mam wrażenie, że podobnie może być w przypadku Izraela i Stanów Zjednoczonych. O ile nie zajęli oni Iranu lądowo, o tyle zainwestowali w tę wojnę bardzo wiele – zarówno środki wojskowe jak i finansowe. Przy czym mówiąc o środkach wojskowych, mam tu na myśli nie najprostsze uzbrojenie, lecz zaawansowane systemy, które są kluczowe dla obrony własnych działań zbrojnych.

Z dostępnych informacji wynika, że zaczyna pojawiać się problem z ich dostępnością (Analizując najnowsze nagrania wideo przedstawiające ataki rakietowe i dronowe na Izrael, można zauważyć, że alarmy nie uruchamiają się przed nalotami tak jak jeszcze do niedawna. Ponadto na nagraniach widać, że pociski systemów obronnych nie trafiają w nadlatujące rakiety balistyczne ani w drony. Może to być wynikiem utraty przez Amerykanów części radarów, a także samych systemów antydronowych i przeciwrakietowych.). W konsekwencji Stany Zjednoczone nie tylko ściągają w region trzeci lotniskowiec (USS George H. W. Bush, CVN‑77), lecz także przenoszą systemy obrony powietrznej z Korei Południowej (system Patriot oraz THAAD, przechwytujący pociski balistyczne na dużej wysokości), pozostawiając swojego sojusznika w znacznie trudniejszej sytuacji. Można przypuszczać, że amunicja i sprzęt są również przerzucane z innych baz.

Jeśli sytuacja będzie rozwijać się w tym kierunku, nie można wykluczyć, że zasoby uzbrojenia zostaną poważnie uszczuplone również na innych kierunkach strategicznych. Iranu prawdopodobnie nie uda się zdobyć. A jeśli nie określono jasno warunków zwycięstwa, trudno będzie także ogłosić jego osiągnięcie.

Jeśli wojska USA i Izraela się wycofają – będzie to oznaczało porażkę. Jeśli walki zostaną przerwane – również będzie to można interpretować jako przyznanie się do niepowodzenia.

Innymi słowy, w moim odczuciu ta bańska pułapka Trumpa polega nie na tym, że wojska Izraela i USA wkroczyły do Iranu i zostały okrążone, lecz na tym, że USA i Izrael znalazły się w sytuacji bez dobrego wyjścia.

Przy tej okazji nazywa się retoryczna refleksja, że w tym samym czasie mogą zostać odsłonięte inne potencjalne kierunki konfliktów – na przykład wobec Rosji, Korei Północnej czy Chin. Co stanie się, jeśli Chiny zaatakują Tajwan, Korea Północna Koreę Południową, a Rosja – na przykład Łotwę? Kto, czym i gdzie będzie wówczas bronił pozostałych?

Wszystko wskazuje na to, że Stany Zjednoczone i Izrael są w tej wojnie osamotnione. Mimo że Iran atakuje wielu przeciwników w regionie, w rzeczywistości nikt nie chce włączyć się do wojny po stronie Izraela i USA.

Dramatyzm tej sytuacji będzie się pogłębiał z każdym kolejnym dniem trwania konfliktu, który jednocześnie będzie przyczyniał się do stopniowego uszczuplania zapasów uzbrojenia.

Nie można wykluczyć, że prezydent Donald Trump będzie próbował wzywać sojuszników z NATO do udzielenia pomocy. Niewykluczone też, że będzie powoływał się na Artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego.

Jakkolwiek mam krytyczne zdanie o europejskiej klasie politycznej, nie sądzę jednak, aby jej przedstawiciele nie dostrzegali bezsensu tej sytuacji oraz tego, że wojna ta od początku obarczona jest ryzykiem poważnego niepowodzenia.

Jeśli któryś z sojuszników zdecyduje się na wsparcie, będzie ono najpewniej miało charakter symboliczny. Nie sądzę, aby jakiekolwiek państwo wysłało teraz swoją armię na wojnę na Bliskim Wschodzie, podczas gdy realne zagrożenie znajduje się znacznie bliżej — na wschodniej flance Europy, w rejonie granic Ukrainy, Białorusi i Rosji.

Taka sytuacja może doprowadzić do napięć między sojusznikami, a w konsekwencji do sporów, podziałów i osłabienia całego sojuszu.

W moim odczuciu wszystkie te okoliczności tworzą sytuację, którą nazwałem tebańską pułapką Trumpa. W przeciwieństwie do pułapki, w jakiej znaleźli się niegdyś tebańscy hoplici, jest to pułapka mentalna — polegająca na tym, że prezydent USA znalazł się w pułapce decyzyjnej. Trudno będzie mu podjąć decyzję, która w taki czy inny sposób nie byłaby przyznaniem się do porażki.

Nawet jeśli Trump — z czego jest znany — będzie próbował zaklinać rzeczywistość, porażka może okazać się widoczna dla wszystkich. A słabość lidera bywa zaproszeniem dla innych państw do przetestowania siły Stanów Zjednoczonych.

Grafika: AI

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *