
Na północy Serbii, w miejscowości Kanjiža, przy gazociągu Balkan Stream, którym rosyjski gaz płynie do Węgier, znaleziono materiały wybuchowe „o dużej sile rażenia”. Prezydent Serbii Aleksandar Vuczić podkreślił, że ładunek mógł zagrozić wielu osobom i poważnie zakłócić dostawy gazu. Premier Węgier Viktor Orban zwołał nadzwyczajną radę obrony i zapowiedział wysłanie wojska w celu ochrony węgierskiej części gazociągu.
Węgierski dziennikarz śledczy Szabolcs Panyi wskazuje, że sytuacja może być „operacją pod fałszywą flagą” na korzyść Orbana, który w najbliższych wyborach parlamentarnych przegrywa. Według Panyi’ego rzekome zagrożenie mogłoby zostać wykorzystane jako pretekst do wprowadzenia stanu wyjątkowego, co potencjalnie wpłynęłoby na organizację głosowania i dynamikę kampanii. Istnieją też sugestie, że propaganda rządowa mogłaby powiązać zagrożenie z Ukrainą lub opozycyjną partią TISZA, która w najnowszych sondażach wyprzedza Fidesz.
Patrząc na tę sytuację przez pryzmat doktryny szoku Naomi Klein, pojawia się wyraźna perspektywa polityczna: rzekome zagrożenie przy kluczowej infrastrukturze gazowej mogłoby zostać wykorzystane jako pretekst do wprowadzenia stanu wyjątkowego i ograniczenia swobody kampanii wyborczej. Mechanizm przypomina historyczne przypadki, w których kryzysy służyły do konsolidacji władzy – najbliższym porównaniem jest prowokacja, którą stanowiło podpalenie Reichstagu w 1933 roku. W obu przypadkach obserwujemy możliwość użycia wydarzenia zagrażającego bezpieczeństwu państwa jako narzędzia legitymizacji nadzwyczajnych środków. W przypadku Orbana chodziłoby o ingerencję w proces wyborczy, podczas gdy podpalenie Reichstagu stworzyło fundament do niemal całkowitego przejęcia władzy i drastycznego ograniczenia praw obywatelskich w demokratycznym państwie. Ale czy ostatecznie nie sprowadzi się to do tego samego?
Źródło zdjęcia oraz informacji: https://wyborcza.pl/7,75399,32709804,orban-zwoluje-rade-obrony-wegier-spelniaja-sie-nasze-obawy.html
oraz: